To się zdarzyło 23 marca. Od tego dnia Barbara wypowiada tylko pojedyncze słowa. Niby zajmuje się kuchnią, opiekuje dziećmi, ale dawnego kontaktu ze światem nie ma. Pracuje z nią psycholog - próbuje zracjonalizować jej to co się stało, zlikwidować bolesne skutki szoku, którego doznała na widok resztek domu. Bo z majątku siedmioosobowej rodziny Rakoczych zostały jeno wypalone resztki.
- Ogień wszystko nam zabrał. Dach nad głową, meble, ubrania, zabawki, rowery, przybory szkole dzieci, artykuły gospodarstwa domowego... Wszystko! – wylicza Rafał Rakoczy (43 l.).
Gdy to się stało, był ze starszymi dziećmi - Różą (10 l.), Dawidem (12 l.) i Danielem (13 l.) - u dziadków. Wypalone resztki domostwa zobaczył dopiero jak strażacy zakończyli akcje. Niczego nie udało im się uratować, bo stary drewniany dom po prostu płonął jak pochodnia.
- Od czasu jak weszło to 500plus sukcesywnie odnawialiśmy dom. Wymieniłem podłogi, okna, chciałem chałupę rozbudować, żeby każde z dzieci miało swój kąt. A teraz… Szkoda gadać - załamuje ręce pan Rafał.
Od dwóch tygodni rodzina gnieździ się u siostry pani Barbary. Mają tam jeden maleńki pokój, dwa jednoosobowe łóżka i kawałek podłogi. - I tak będziemy żyli póki nie odbuduję domu – dodaje ojciec rodziny. Gmina już obiecała pomoc, jednak potrzeby są ogromne. Potrzebna jest pościel, ręczniki, ubrania, środki czystości, ale przede wszystkim materiały budowlane i pieniądze na odbudowę domostwa. - No i jakieś przybory szkolne i kolorowanki, żeby dzieciaki czymś się zajęły i nie myślały o tragedii – mówi Beata Freund (45 l.), siostra Barbary.
Pomóżmy tej rodzinie
Komitet Społeczny Wsi Załuż uruchomił zbiórkę pieniędzy dla pogorzelców.
Pieniądze można wpłacać na konto: 16 8642 1184 2018 0024 7144 0012,
z dopiskiem: Dla rodziny Rakoczy
Masz podobny temat?
Napisz do autora tekstu: