Do tragedii doszło w połowie czerwca na strzelnicy w Nietoperku (woj. lubuskie), która należy do Andrzeja Chylińskiego. Kilka tygodni wcześniej Maksymilian S. (23 l.) opuścił szpital psychiatryczny w Międzyrzeczu, na strzelnicę w przyjechał w południe. Katarzyna Chylińska właśnie wybierała się do domu. - Nigdy sobie nie wybaczę, że poprosiłem, aby żona chwilę została - mówi pan Andrzej. Była instruktorką, poszła z 23-latkiem wybrać broń. Maksymilian S. oddał kilka strzałów do tarczy, odwrócił się i wycelował do kobiety. Jej mąż zaczął kosić trawę. Traktorek hałasował, więc krzyków mordowanej żony nie słyszał.
Pistolet nie wypalił
Nagle kątem oka mężczyzna dostrzegł cień i zobaczył lufę przy swej głowie. Zabójca wysyczał ,,Teraz twoja kolej'' i nacisnął spust. Broń nie wypaliła! - Popatrzył na pistolet, nie dowierzając, że nie zadziałał i wtedy się na niego rzuciłem – wspomina Andrzej Chyliński. Cherlawego mordercę obezwładnił błyskawicznie. I wtedy zaczął krzyczeć, bo na strzelnicy był też inny klient, który rozmawiał przez telefon. Przytrzymali zabójcę, a mąż rzucił się w poszukiwaniu żony. Znalazł ją przed tarczami. - Leżała w kałuży krwi, zobaczyłem rany w piersi i głowie. Skonała na moich rękach – opisuje.
Chciał wystrzelać całą wieś
Nawet on, wytrawny instruktor strzelecki, nie rozumie dlaczego przystawiona mu do głowy broń nie wypaliła. Pistolet CZ 85 jest niezawodny, a jednak się zaciął. - Kaśka w jakiś sposób, szamocząc się z mordercą, zablokowała mu broń - mówi pan Andrzej patrząc gdzieś w dal. W niebo, gdzie pewnie znalazła się jego ukochana żona.
Maksymilian S. został aresztowany. Mieszkańcy wsi, w której mieszka morderca, mówią, że chciał zabić instruktorów ze strzelnicy w Nietoperku, aby zabrać im broń. A później wymordować co najmniej pięćdziesiąt osób. Kobiety, dzieci, mężczyzn, księdza...
Prokuratora Krajowa interweniuje
W trakcie dochodzenia po zamachu policjanci zabrali broń i amunicję ze strzelnicy oraz z domu Andrzeja Chylińskiego - razem z żoną byli koneserami starej broni, zgromadzili 151 sztuk. - Przez to strzelnica nie może działać, a na jej budowę wzięliśmy z żoną kredyt i miesięcznie muszę spłacać 10 tys. zł. Straciłem ukochaną kobietę, a teraz zostanę bankrutem – żali się wdowiec.
Na szczęście sprawą zainteresowała się Prokuratura Krajowa. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, po jej interwencji zabezpieczona przez policjantów broń i amunicja ma zostać jak najszybciej zwrócona osobie uprawnionej, czyli Andrzejowi Chylińskiemu.