140 km po Tatrach w tydzień. Pies-wspinacz jest królem internetu. "Bez sprzętu"

Niewielki, ale za to przesłodki piesek zrobił coś, do czego ludzie szykują się całymi miesiącami i potrzebują tony sprzętu. Zwierzak w tydzień pokonał po Tatrach Wysokich jakieś 140 kilometrów i z miejsca stał się ulubieńcem internautów. Odwiedził między innymi Chatę pod Rysami, był na Krywaniu i nad Szczyrbskim Jeziorem. "Nie mając właściciela, sprzętu i pewności, że wróci z kolejnej wspinaczki".

Możliwe, że ten niezwykły bezpański piesek próbował nawet zdobyć najwyższy szczyt Tatr, czyli leżący po słowackiej stronie Gerlach. Ale od początku! Jak relacjonuje portal HNonline.sk, pierwsze informacje o tym, że po Tatrach wędruje niestrudzenie piesek, pojawiły się 30 czerwca. Bernard - bo tak nazwano psa - pojawił się wówczas na Krywaniu. Potem widziano go jeszcze przy Popradzkim Jeziorze. Stamtąd wspiął się na mierzący pond 2300 metrów n.p.m. Koprowy Wierch, a stamtąd przeszedł do Szczyrbskiego Jeziora, skąd na noc wrócił w okolice Popradzkiego Jeziora. "W kolejnych dniach turyści donosili o jego obecności w Chacie pod Rysami i i wyżej na szlaku na Rysy. Jedna z jego krótszych wędrówek prowadziła do Dolinie Mięguszowieckiej. Potem był widziany w drodze na Gerlach".

Bernard - pies, który został taternikiem

Serwis obliczył, że w sumie, zanim został złapany - a to stało się dzięki stowarzyszeniu obywatelskiemu "Cesta za domovom" - mógł przejść około 140 km w tydzień, choć wiele wskazuje na to, że po górach wędrował nawet dłużej. Piesek przyszedł najpewniej w Polski. Ile tam zrobił kilometrów i po jakich szlakach - tego nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że początkowo nie był sam. "Po uratowaniu Bernarda, stowarzyszenie opublikowało starsze zdjęcie dwóch niemal identycznych psów obok siebie. Według stowarzyszenia, pochodziły one z polskiej części Tatr, a pieski prawdopodobnie są rodzeństwem" - czytamy.

"Jest kochany, przytulaśny, musi się przyzwyczaić, że ktoś się o niego troszczy"

Próby schwytania go, by zapewnić mu bezpieczeństwo, trwały bardzo długo. Ratownicy ustawili kilka klatek, w których zostawiali jedzenie, sytuację utrudniali jednak turyści, którzy próbowali łapać psa na własną rękę, przez co stał się płochliwy i nieufny. W końcu 10 lipca widziano go śpiącego przy jednej z takich klatek. Ostatecznie udało się go bezpiecznie schwytać. "Według ratowników, płochliwy górski wędrowiec szybko przeobraził się w przytulaśnego psa, który szuka ludzkiego towarzystwa. Śpi po wymagających wędrówkach, regeneruje się i czeka na badania weterynaryjne" - czytamy. "Musi po prostu przyzwyczaić się do tego, że nie jest już sam i że ktoś naprawdę się o niego troszczy" – komentuje stowarzyszenie. Braciszek psa był ostatnio widziany w Dolinie Kościeliskiej. Być może już krótce rodzeństwo będzie znowu razem.

Doda przeżywa prawdziwy dramat. Jej piesek ciężko zachorował. Tak musi go ratować
  • Niezwykły wędrowiec, bezpański pies Bernard, przez wiele dni samotnie przemierzał tatrzańskie szlaki, wspinając się na najwyższe szczyty i wzbudzając podziw turystów.
  • W ciągu zaledwie tygodnia pies pokonał imponujące 140 kilometrów, docierając m.in. w okolice Gerlacha, zanim został bezpiecznie schwytany przez ratowników.
  • Poznaj wzruszającą historię Bernarda, jego spektakularnej podróży oraz dowiedz się, czy ma szansę ponownie spotkać swojego zaginionego brata.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki