- Od początku wojny w Strefie Gazy izraelskie wojsko zniszczyło ponad 40 z około 60 cmentarzy, co potwierdziły m.in. zdjęcia satelitarne i relacje dziennikarzy śledczych.
- W wyniku śmierci ponad 74 tys. Palestyńczyków i zniszczeń, w Strefie Gazy brakuje miejsc na pochówek, zmuszając rodziny do grzebania bliskich w ogrodach, szkołach czy obozach dla przesiedleńców.
- Sytuację pogarszają wysokie koszty pogrzebów, brak materiałów oraz muzułmański zakaz kremacji, co prowadzi do pozostawiania ciał w kostnicach lub wielokrotnych pochówków w jednym grobie.
- Zniszczenia objęły również groby żołnierzy alianckich z I i II wojny światowej, a armia izraelska tłumaczy działania koniecznością zniszczenia infrastruktury Hamasu.
Zniszczone cmentarze w Strefie Gazy. Ucierpiały mogiły Polaków
Od wybuchu krwawego konfliktu w tym regionie życie straciło już ponad 74 tysiące Palestyńczyków. Sytuacja ta wywołała bezprecedensowy kryzys pogrzebowy. Zniszczone cmentarze stały się codziennością – szacuje się, że siły izraelskie uszkodziły lub całkowicie zrównały z ziemią ponad 40 z około 60 istniejących tam nekropolii. Informacje te potwierdzają nie tylko lokalne władze, ale również niezależni dziennikarze śledczy z grupy Bellingcat, którzy przeanalizowali szczegółowe zdjęcia satelitarne.
Szczególnie poruszające informacje opublikował dziennik „Guardian”. Z ustaleń brytyjskich dziennikarzy wynika, że izraelskie buldożery zniszczyły m.in. cmentarz wojenny w dzielnicy Tuffah w mieście Gaza. Spoczywało tam ponad stu żołnierzy alianckich z czasów II wojny światowej – w tym obywatele Wielkiej Brytanii, Australii oraz Polski. Uszkodzeniu uległy także kwatery z okresu I wojny światowej. Izraelska armia tłumaczy te drastyczne działania koniecznością operacyjną, wskazując na potrzebę likwidacji podziemnych tuneli Hamasu.
Koszmar rodzin na Bliskim Wschodzie. Brakuje miejsc na pochówek zmarłych
Dla żyjących mieszkańców Strefy Gazy pochowanie bliskich zgodnie z tradycją stało się niemal niemożliwe. Tradycja muzułmańska surowo zabrania kremacji ciał, co oznacza, że jedyną akceptowalną formą pożegnania jest tradycyjny pochówek w ziemi. Tymczasem, jak donosi portal „Times of Israel”, wolne miejsca na nekropoliach skończyły się już w lipcu 2025 roku. Sytuację pogarsza fakt, że część cmentarzy znajduje się pod kontrolą wojska, a inne zostały zajęte przez koczujące obozy dla uchodźców.
Koszty pogrzebu poszybowały w górę i wynoszą obecnie od 700 do 1000 szekli (około 880–1250 złotych). Dla pogrążonej w skrajnym ubóstwie ludności, gdzie bezrobocie przekracza 90 procent, jest to kwota astronomiczna. Z tego powodu, jak podają media, ludzie decydują się na ponowne otwieranie starych grobów rodzinnych lub grzebanie wielu osób w jednej mogile.
Zrozpaczeni ludzie szukają alternatywnych rozwiązań. Grabarz Tafesz Abu Hatab w rozmowie z telewizją „Al-Dżazira” wyznał, że na cmentarzu w Chan Junus, gdzie pracuje, liczba grobów wzrosła z 60 do aż 6 tysięcy. „Niszczą nasze domy nad naszymi głowami, a z gruzów tych domów budujemy nasze groby” – relacjonuje mężczyzna. Agencja Associated Press opisuje z kolei dramatyczne historie rodzin, które po wycofaniu się wojsk odkryły, że mogiły ich bliskich zostały bezczelnie rozkopane, a ciała zniknęły w niewyjaśnionych okolicznościach. Wielu zmarłych wciąż spoczywa pod ruinami budynków lub w prowizorycznych grobach na dziedzińcach szkół i szpitali.