24 lutego 2026 roku przypada czwarta rocznica wybuchu wojny na Ukrainie. Przypominamy pierwsze chwile konfliktu
Wiadomości o tym, że Władimir Putin naprawdę zdecydował się zaczął totalną wojnę z Ukrainą, dotarły do nas po godzinie czwartej w nocy dokładnie cztery lata temu. Nad ranem rakiety zaczęły spadać między innymi na Kijów. W mediach społecznościowych pojawiły się kręcone telefonami przez przerażonych ludzi filmy pokazujące wybuchy i rozbłyski. Na portalach informacyjnych - pierwsze zdjęcia rannych. Do historii przejdzie zdjęcie 52-letniej Oleny Kuryło, przedszkolanki obwodu charkowskiego. Widok tej kobiety z zakrwawioną, obandażowaną głową wtedy szokował. Bo chociaż na Ukrainie walki trwały już od dziesięciu lat, to jednak lokalnie, na wschodzie i z krótkimi przerwami. Teraz wojna dotarła także w inne części kraju, w tym do stolicy, przesunęła się niebezpiecznie blisko polskiej granicy. Wiele osób zastanawiało się, czy za parę dni rakiety nie spadną także u nas. Ustawiały się wielkie kolejki po paszporty. A przemówienie wygłoszone przez Putina mogło budzić grozę.
"Do tych, którzy rozważaliby interwencję z zewnątrz - jeśli to zrobią, spotkają was konsekwencje gorsze niż cokolwiek w waszej historii"
"Zdecydowałem się przeprowadzić specjalną operację wojskową. Rosja nie może istnieć z ciągłym zagrożeniem z terenu Ukrainy. Wy i ja zostaliśmy bez wyjścia - możemy bronić swoich ludzi tylko w taki sposób. W związku z tym podjąłem decyzję o przeprowadzeniu specjalnej operacji wojskowej. Jej celem jest obrona ludzi, którzy w ciągu ośmiu lat byli ofiarą prześladowań, ludobójstwa ze strony reżimu kijowskiego. W tym celu będziemy dążyć do demilitaryzacji i denazyfikacji Ukrainy" - ogłosił Putin i wezwał ukraińskich żołnierzy do złożenia broni. Potem przeszedł do gróźb: "Do tych, którzy rozważaliby interwencję z zewnątrz - jeśli to zrobią, spotkają was konsekwencje gorsze niż cokolwiek w waszej historii". Jak wiemy, mimo wszystko kraje zachodnie zaczęły pomagać. Polska otworzyła swoje granice, wpuszczając wszystkich uchodźców, wielu z nich znalazło tymczasowe schronienie w domach Polaków. Organizowano akcje charytatywne, na granicach rozdawano herbatę i oferowano transport. Od tamtej pory, jak podaje Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych w Waszyngtonie, zginęło prawie 1,2 mln żołnierzy rosyjskich i blisko 600 tys. ukraińskich. Wojna na Ukrainie trwa, a negocjacje pokojowe jak na razie nie przyniosły żadnego efektu. To, jak i w jakim stopniu pomagać Ukrainie, o tym, czy i jak bardzo ustępować Rosji, stało się przedmiotem dyskusji, a nawet awantur i wśród tak zwanych zwykłych ludzi, i na najwyższych szczeblach władzy. Pozostaje mieć nadzieję, że to ostatnia rocznica wybuchu wojny, podczas której konflikt trwa.