Epidemia przybiera na sile! Chaos w przychodniach, chorują bardzo młodzi ludzie!

2026-03-20 8:51

Rośnie chaos związany ze wzrostem zachorowań na zapalenie opon mózgowych w Wielkiej Brytanii. Potwierdzono już co najmniej 20 przypadków, dwie osoby nie żyją. Chorują głównie studenci i licealiści. 

Epidemia w Afryce Zachodniej

i

Autor: Pixabay.com
  • W hrabstwie Kent w południowo-wschodniej Anglii wybucha epidemia zapalenia opon mózgowych, z szybko rosnącą liczbą zachorowań.
  • Odnotowano już ponad 20 przypadków, w tym dwa śmiertelne, a ogniskiem zakażeń jest prawdopodobnie nocny klub w Canterbury.
  • Władze wzywają osoby, które odwiedziły klub, do przyjęcia antybiotyków, aby zapobiec dalszemu rozprzestrzenianiu się choroby.
  • Czy mimo podjętych działań, ryzyko dla zdrowia publicznego pozostaje niskie, czy też epidemia może wymknąć się spod kontroli?

"To jest bezprecedensowy wybuch. To także szybko rozwijająca się sytuacja" - mówił na początku tygodnia brytyjski minister zdrowia Wes Streeting. Epidemia zapalenia opon mózgowych wybuchła w hrabstwie Kent w południowo-wschodniej Anglii. Jak donoszą brytyjskie media, pierwsze przypadki zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych zanotowano w Canterbury w minioną niedzielę. Do wtorku rano (17 marca) potwierdzono ich 15, z czego cztery to choroba wywołana przez meningokoki grupy B. Wszystkie chore osoby trafiły do szpitali. Dwie zmarły - 18-letnia licealistka oraz 21-letni student. Jak podaje "The Sun", najmłodszą pacjentką jest 9-miesięczna dziewczynka. Jej stan jest krytyczny, ale stabilny. 

Niepokój w Wielkiej Brytanii. Coraz więcej przypadków zachorowań

Niestety, każdy dzień przynosi coraz gorsze wieści. W czwartek, 19 marca, liczba zachorowań wzrosła już do co najmniej 20. Większość przypadków łączona jest z nocnym lokalem Club Chemistry w Canterbury, "w związku z czym antybiotyki podawane są wszystkim osobom, które przebywały w tym miejscu w dniach 5, 6 i 7 marca. Do tej pory dawki antybiotyku przyjęło ponad 700 osób". Właściciele lokalu mówią, że w ciągu trzech dni, o których jest mowa, przez klub mogło się przewinąć ponad 2 tysiące osób. 

Jest zagrożenie dla poplulacji?

W środę (18 marca) premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer wezwał wszystkich, którzy byli w Canterbury w klubie uważanym za ognisko epidemii do zgłoszenia się po antybiotyki. Minister zdrowia Wes Streeting ostrzegł z kolei, że liczba zachorowań może znacząco wzrosnąć, ale podtrzymał wyrażaną wcześniej opinię, że ryzyko dla całej populacji jest niewielkie. "W normalnym roku spodziewalibyśmy się co najmniej 350 przypadków, to mniej więcej jeden dziennie. Nie zdziwiłbym się na przykład, gdyby w różnych częściach kraju pojawiły się przypadki niezwiązane z tą konkretną epidemią w Canterbury" - powiedział dla BBC.  

Gruźlica powraca. Czy grozi nam epidemia?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki