Francja płonie od protestów uczniów. 1,8 tys. zatrzymanych, setki rannych policjantów
Coraz bardziej niebezpiecznie we Francji! Trwają rozruchy w szkołach średnich we wszystkich częściach kraju. W czwartek wieczorem francuski rząd podał, że protesty objęły 1027 liceów. W całym kraju działa około 3,7 tys. szkół tego typu. Jak informują francuskie media, powołując się na źródła w służbach, do różnego rodzaju akcji doszło już we wszystkich departamentach Francji i we wszystkich największych miastach.
Źródło agencji AFP oceniło, że protesty stają się coraz bardziej radykalne. W czwartek szczególnie nasiliły się ataki na policję, pracowników szkół, strażaków i komunikację miejską. Funkcjonariusze byli obrzucani racami, dochodziło też do podpaleń, kradzieży i niszczenia mienia.
Telewizja BFMTV podała, że według części przedstawicieli władz sytuacja przestała przypominać zwykłe blokady liceów. Jeden z uczestników sztabu kryzysowego zwołanego przez premiera Sebastiena Lecornu mówił już o „zamieszkach ulicznych”.
Część przedstawicieli władz twierdzi, że blokady są wspierane przez skrajną lewicę
Do poważnych incydentów dochodziło wcześniej m.in. w Strasburgu, Saint-Denis, Nantes i Marsylii. W Strasburgu uczniowie blokowali ruch i linię tramwajową, w Saint-Denis doszło do starć z policją, a w Nantes pożar uszkodził budynek liceum. W Marsylii strażacy odnotowali dziesiątki podpaleń.
Licealiści domagają się większych nakładów na szkoły, lepszych warunków nauki i mniejszego przeciążenia nauczycieli. Do protestów dołączają także studenci. Część przedstawicieli władz twierdzi, że blokady są wspierane przez skrajnie lewicową Francję Nieujarzmioną i związane z nią środowiska.
Minister edukacji Edouard Geffray ma w piątek spotkać się ze związkami zawodowymi, organizacjami uczniowskimi i rodzicami. Zapowiedział, że liczy na „konkretne postępy”. Władze spodziewają się jednak dalszych protestów w piątek i obawiają się, że mogą one potrwać również w przyszłym tygodniu.