Kilka godzin po ślubie pan młody zginął w katastrofie śmigłowca. Jego żona przeżyła i niemal nic jej się nie stało
To miał być jeden z najszczęśliwszych dni w ich życiu. Kilka godzin po ślubie 25-letni Dave Fiji i jego żona Jessni wsiedli do śmigłowca, którym mieli rozpocząć podróż poślubną. Chwilę później doszło do katastrofy. Pan młody zginął na miejscu, a jego żona cudem przeżyła... Do tragedii doszło w piątek wieczorem w pobliżu miasta Dawsonville w amerykańskim stanie Georgia. Wcześniej para świętowała ślub w gronie setek gości. Rodzina pana młodego wspomina, że uroczystość przebiegła idealnie. – To był perfekcyjny ślub. Nie mogliśmy prosić o nic więcej – powiedział ojciec mężczyzny w rozmowie z lokalną stacją WSB-TV. Nowożeńcy planowali około godziny 21.30 odlecieć śmigłowcem do Atlanty, skąd mieli rozpocząć podróż poślubną. Problemem okazała się jednak pogoda. Nad okolicą pojawiła się gęsta mgła.
ZOBACZ TEŻ: 22 lata temu śmigłowiec z premierem Polski rozbił się pod Warszawą! Wracał z obchodów Barbórki
Według rodziny Dave Fiji, który sam był pilotem, miał obawy związane z warunkami atmosferycznymi. Jego ojciec relacjonował, że syn mówił, iż przy tak ograniczonej widoczności nie zdecydowałby się na lot. Ostatecznie zapadła jednak decyzja o starcie. Jak przekazali bliscy, pilot śmigłowca planował wznieść się na większą wysokość, aby ominąć mgłę. Maszyna wystartowała, ale już po kilku minutach rozbiła się na zalesionym terenie niedaleko miejsca wesela. Na pokładzie znajdowali się pilot, Dave Fiji i jego świeżo poślubiona żona. Pilot oraz pan młody zginęli. Jessni przeżyła katastrofę, choć przez wiele godzin była uwięziona we wraku.
Panna młoda przez pięć godzin czekała na pomoc we wraku tuż obok ciała pana młodego
Jak opowiadał ojciec Dave'a, kobieta odzyskała przytomność pod szczątkami śmigłowca. Wtedy zobaczyła swojego męża leżącego na niej. Sama jest pielęgniarką i próbowała sprawdzić jego stan. – Wołała do niego, ale było już za późno. Nie żył – powiedział ojciec zmarłego. Kobieta spędziła wśród wraku około pięciu godzin, zanim ratownicy dotarli na miejsce katastrofy. Cudem odniosła stosunkowo niewielkie obrażenia. Lekarze stwierdzili liczne stłuczenia i rany, ale nie wykryli żadnych złamań. Według rodziny w najbliższych dniach powinna opuścić szpital. Bliscy podkreślają, że śmierć męża jest dla niej ogromnym ciosem. Małżeństwo znało się od około dziesięciu lat. Poznali się w kościele i byli głęboko związani ze swoją wspólnotą religijną. Rodzina wspomina, że podczas ceremonii ślubnej oboje mówili o wyjątkowej atmosferze i radości, którą przeżywali tego dnia. Na razie nie wiadomo, co dokładnie doprowadziło do katastrofy. Sprawę bada amerykańska Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu (NTSB), która ma ustalić przyczyny wypadku.