Lawina porwała narciarzy w Kalifornii. Dramatyczna walka z czasem

2026-02-18 8:03

To miał być ekscytujący wypad w góry, ale zakończył się niewyobrażalnym koszmarem. W rejonie malowniczego Lake Tahoe potężny żywioł uderzył z niszczycielską siłą, porywając grupę narciarzy. Sytuacja jest krytyczna – służby toczą desperacką walkę z czasem w ekstremalnych warunkach. Co tam się wydarzyło?

Wielka lawina zeszła w Kalifornii. Gdzie są zaginieni?

Dramatyczne sceny rozegrały się we wtorek, 17 lutego, w malowniczym paśmie Sierra Nevada. W okolicach Castle Peak, niedaleko popularnego Lake Tahoe, grupa narciarzy szukających wrażeń poza wyznaczonymi trasami spotkała się ze śmiercionośnym żywiołem. O godzinie 11:30 czasu lokalnego, na wysokości ponad 2500 metrów nad poziomem morza, ruszyła potężna lawina. Służby ratunkowe od wielu godzin desperacko przeczesują zwały śniegu, próbując namierzyć zasypanych, jednak na ten moment bez skutku. Tymczasem w grupie znajdowało się łącznie 16 osób, w tym 12 turystów i 4 przewodników. Według doniesień Nevada County Sheriff’s Office, sześciu osobom udało się przetrwać i obecnie oczekują na ewakuację, ale los 10 narciarzy wciąż pozostaje nieznany. W akcji ratunkowej, przypominającej walkę z wiatrakami, bierze udział blisko 50 ratowników, wspieranych przez specjalistyczny pojazd gąsienicowy. Niestety, natura nie odpuszcza – intensywne opady świeżego śniegu i trudny, odludny teren sprawiają, że dotarcie do poszkodowanych graniczy z cudem.

Liczy się każda sekunda. Przerażające statystyki

Uczestnicy wyprawy dotarli w ten rejon w niedzielę, licząc na niezapomniane wrażenia. Zakwaterowali się w niewielkich schroniskach Truckee Donner Land Trust i mieli poruszać się szlakiem w stronę Castle Peak, tuż obok autostrady, jednak przez tereny o wysokim stopniu zagrożenia lawinowego. Czy zignorowali niebezpieczeństwo? Miejscowi specjaliści od zagrożenia lawinowego nie mają wątpliwości, że sytuacja jest skrajnie trudna. Steve Reynaud z Sierra Avalanche Center, cytowany przez Daily Mail, w rozmowie z lokalnymi mediami ocenił skalę zjawiska.

"Lawina, która pochłonęła siedem do dziesięciu osób, musiała być bardzo duża, albo grupa była w złym miejscu, albo jedno i drugie" - mówił Steve Reynaud.

Ekspert dodał, że nawet posiadanie profesjonalnego sprzętu, takiego jak sondy czy łopaty lawinowe, na niewiele się zda, gdy pod śniegiem znajduje się wiele osób jednocześnie. W takich momentach szanse na szybki ratunek drastycznie spadają. Ratownicy biją na alarm i przypominają brutalną prawdę: jeżeli zasypana osoba nie zostanie wydobyta w ciągu 10–15 minut, szanse na przetrwanie maleją gwałtownie. Tymczasem warunki pogodowe wciąż są fatalne – silny wiatr i śnieżyce paraliżują działania, a ostrzeżenie lawinowe ma obowiązywać co najmniej do środy. To kolejny w ostatnim czasie dramat w górach – przypomnijmy, że niedawno tragiczne wieści napłynęły z Europy, gdzie we francuskich Alpach pod lawiną zginął polski narciarz.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki