Przygotowania do tego niebezpiecznego i emocjonującego lotu trwały ponad rok. Wiele osób na wieść o nim zerkało z powątpiewaniem i pukało się w głowę, ale teraz każdy niedowiarek tę głowę może co najwyżej spuścić, bo Przemysław i Dorota osiągnęli swój cel! Wytrwale śledzili warunki pogodowe, zmieniające się na Monc Blanc z sekundy na sekundę, szykowali się i planowali. Gdy wykresy meteorologiczne wyznaczyły im datę przedsięwzięcia, nie wahali się ani chwili - ruszyli na szczyt góry.
Sama wspinaczka trwała 3 dni, a dodatkowy ciężar 10-kilogramowej paralotni z pewnością jej nie umilał. Warto też wspomnieć, że 5 kilometrów nad poziomem morza warunki pogodowe nie są przesadnie przewidywalne, a już na pewno nie można nazwać ich stałymi. Oboje mieli więc dosłownie po kilka sekund, by pokonać wszelkie bariery i rzucić się w przepaść jedynie pod ochroną paralotni. Najpierw bezproblemowo skoczyła Dorota. Gdy ona podziwiała już widoki, na Przemysława przypadły chwile grozy - podczas pierwszej próby złożyło mu się skrzydło paralotni. Już przy drugim podejściu frunął w powietrzu obok swojej towarzyszki i razem przeżywali te, kompletnie niemożliwe do opisania, emocje.
- Po prostu bajka - powiedział nam Przemysław Orcholski rozmarzonym tonem. Wyznał też, że podczas lotu szkliły mu się oczy. I bynajmniej nie z powodu wiejącego mu w nie wiatru - to siła doznań była tak ogromna.
"Gratulować, czy modlić się o rozum dla Ciebie? Mam mieszane uczucia:)" - takimi słowami powitała Dorotę na ziemi jej mama, gdy dowiedziała się, że już po wszystkim.
Na pytanie, czy kiełkują im nowe wyzwania w głowie, wspólnie się uśmiechnęli. - Mi różne, ale wszystko w swoim czasie - tajemniczo odpowiedział Przemysław.
A takie widoki mieli okazję podziwiać podczas realizacji swojego wyzwania. Gratulujemy im z całego serca i trzymamy kciuki za dalsze sukcesy!
Koniecznie zobacz też: Polacy szykują się do lotu paralotnią z Mont Blanc. Niesamowite ZDJĘCIA