Kolejny atak Rosji na Ukrainę. Uszkodzone domy i bloki, ale nie infrastruktura energetyczna
„Osobiście poprosiłem prezydenta Putina, żeby przez tydzień nie strzelał do Kijowa i innych miast, a on się zgodził. To było bardzo miłe. Wiele osób mówiło: »Nie marnuj czasu na telefon, nie dostaniesz tego«. I on [Putin] to zrobił”. Tak mówił jeszcze wczoraj Donald Trump. Prezydent USA chwalił się, że udało mu się skłonić Putina do tego, by na czas najsilniejszych prognozowanych mrozów powstrzymał się od ostrzałów miast. Mówił wyraźnie o "Kijowie i innych miastach", podczas gdy wcześniejsze nieoficjalne doniesienia wojennych blogerów rosyjskich i ukraińskich, a także Financial Times, wskazywały na porozumienie dotyczące wstrzymania się obu stron do atakowania infrastruktury energetycznej przeciwnika.
ZOBACZ TEŻ: Kuba na celowniku Donalda Trumpa. Zaczął mówić o Putinie i Chinach!
Był atak na infrastrukturę cywilną, ale nie na energetyczną
Tymczasem dziś, 30 stycznia rano napłynęły wiadomości o kolejnych atakach Rosji na Ukrainę. Według "Kyiv Post" rakiety i drony spadły na Zaporoże, pokazano zdjęcia uszkodzonych bloków. Jeśli więc Trump mówił zgodnie z prawdą o tym, co obiecał mu Putin, to faktycznie słowa nie dotrzymano. Jednak z drugiej strony ataków na infrastrukturę energetyczną faktycznie nie było. "Do dzisiejszego poranka nie pojawiły się żadne doniesienia o uszkodzeniach infrastruktury energetycznej na Ukrainie ani w Rosji, co sugeruje, że zawieszenie broni energetycznej na razie obowiązuje, mimo że Rosja kontynuuje zakrojone na szeroką skalę ataki dronów i ataki na infrastrukturę cywilną. Ukraina od tygodni zmaga się z ujemnymi temperaturami i intensywnym bombardowaniem sektora energetycznego, a Kijów jest szczególnie dotknięty przerwami w dostawie prądu" - czytamy w Kyiv Post.