Mieszkaniec pobliskiego bloku, Tolik, w rozmowie z Polską Agencją Prasową zrelacjonował przebieg dramatycznej nocy. Mężczyzna przebywał w swoim mieszkaniu położonym niespełna 100 metrów od punktu uderzenia pocisków. Jak przyznał, zazwyczaj ignoruje alarmy bombowe, a na krótko przed wybuchami śledził w telewizji zwycięską walkę Ołeksandra Usyka. Sytuacja zmieniła się, gdy potężne eksplozje wprawiły w drżenie meble i szyby, co skłoniło go do szybkiej ucieczki do schronu.
Polecany artykuł:
Świadek zdarzenia opisał apokaliptyczny widok, jaki zastał w okolicy lokalnego centrum handlowego. Teren spowił gęsty dym, a na ulicach zapanował chaos i słychać było niezrozumiałe, pełne strachu krzyki przechodniów. Mężczyzna podkreślił, że nad pobliskim targowiskiem unosiła się prawdziwa ściana ognia, a powietrze było przesiąknięte silnym zapachem spalenizny, co tylko potęgowało ogólną panikę.
Czytaj też: Strzały pod Białym Domem. Secret Service zastrzeliła napastnika
Skutki uderzenia były widoczne jeszcze przez wiele godzin po ataku nad słynnym Rynkiem Łukjanowskim. Służby zablokowały dostęp do przyległych ulic, a strażacy nieustannie polewali wodą zgliszcza i czarne fragmenty zniszczonej hali targowej, z której spływały potoki wody.
Czytaj też: Wielki atak Rosji na Kijów! Rośnie liczba rannych
Tragiczny bilans nocnego uderzenia na stolicę Ukrainy
Popołudniowe raporty przekazane przez Witalija Kliczkę ukazały skalę tragedii. Według mera Kijowa w wyniku ostrzału zginęły dwie osoby, a blisko 70 odniosło obrażenia. Armia Władimira Putina wykorzystała do zmasowanego ataku na stolicę i okoliczne tereny 600 bezzałogowców oraz 90 rakiet, co łącznie przyniosło śmierć co najmniej czterech mieszkańców regionu.
Wołodymyr Zełenski potwierdza: użyto pocisku Oriesznik
Prezydent Wołodymyr Zełenski przekazał kolejne niepokojące informacje dotyczące użytej przez agresora broni. Przywódca Ukrainy oświadczył, że siły rosyjskie wystrzeliły w kierunku kraju hipersoniczny pocisk balistyczny typu Oriesznik, który posiada możliwości przenoszenia ładunków nuklearnych.
Na miejscu jest dziennikarz Ołeh Biłecki. Oto jego zdjęcia: