Donald Trump twierdzi, że Ameryka i Izrael zdecydowanie wygrywają w wojnie z Iranem, a atak był prewencyjny
Wojna idzie Amerykanom doskonale - przekonuje Donald Trump, choć nadal nie udało mu się osiągnąć celu, czyli zmienić reżimu w Teheranie i nic nie wskazuje na to, by miało się to w najbliższym czasie wydarzyć. Ale zdaniem prezydenta Stanów Zjednoczonych sytuacja jest pod kontrolą. "Na froncie wojennym radzimy sobie bardzo dobrze, delikatnie mówiąc. Gdyby ktoś zapytał, jak oceniasz to w skali od 1 do 10? Powiedziałbym, że około 15" - mówił Trump podczas spotkania dotyczącego sztucznej inteligencji, w trakcie którego padły oczywiście pytania o Iran. Prezydent przekonywał także, że uderzenie na ten kraj było prewencyjne: "Myślę, że gdybyśmy tego nie zrobili pierwsi, oni zrobiliby to samo Izraelowi i strzelili też w nas, gdyby to było możliwe" - powiedział amerykański przywódca. Trump zaczął wojnę bez zgody Kongresu, ale amerykański Senat zagłosował w środę przeciwko przedstawionej przez demokratów rezolucji nakazującej zakończenie działań zbrojnych przeciwko Iranowi. To pierwsze głosowanie w Kongresie dotyczące wojny. Przewaga głosów wynosiła 53 do 47.
Atak na Iran zaczął się 28 lutego. Teheran odpowiedział kontratakiem nie tylko na teren Izraela
28 lutego najpierw Izrael, a potem Stany Zjednoczone uderzyły na Iran. Wcześniej kraje te podawały, że trwają negocjacje mające na celu zmuszenie Iranu do całkowitej rezygnacji, obecnie i w przyszłości, do posiadania broni nuklearnej. Pociski spadły na Teheran, zniszczona została m.in. szkoła dla dziewcząt. Zginęło tam około 200 osób. Iran odpowiedział ogniem, atakując Izrael, amerykańskie bazy w regionie, a także sąsiadów mających u siebie bazy USA. Pociski poleciały między innymi na Dubaj, uważany do niedawna za jedno z najpewniejszych miejsc na świecie. Teraz obcokrajowcy uciekają stamtąd na wszelkie sposoby, a ceny biletów lotniczych osiągają astronomiczne ceny sięgające kilkudziesięciu, a nawet kilkuset tysięcy złotych.