"Widziałem, jak ludzie skakali z okien". Wstrząsające relacje Polaków z piekła na Manhattanie

2026-09-11 7:00

Tragedia z 11 września 2001 roku rozegrała się na oczach całego świata, ale dla tysięcy Polaków mieszkających w Nowym Jorku nie był to obraz z telewizora, lecz koszmar na żywo. Odnaleźliśmy w archiwach „Super Expressu” wstrząsające relacje naszych rodaków, którzy byli świadkami zawalenia się wież WTC. Ich słowa po latach wciąż wywołują dreszcze.

11 września 2001 roku Nowy Jork stanął w płomieniach. Gdy w dwie wieże World Trade Center uderzyły porwane samoloty, na ulicach Dolnego Manhattanu znajdowały się tysiące Polaków. W pierwszych dniach po tragedii reporterzy „Super Expressu” docierali do naocznych świadków i polskich ochotników biorących udział w akcji ratunkowej, spisując ich relacje na gorąco.

Z archiwalnych stron gazety wyłania się obraz absolutnego chaosu, strachu, ale i niezwykłej odwagi naszych rodaków.

Piekło na własne oczy. „To żywi ludzie wyskakują z budynku”

W emocjonalnym artykule zamieszczonym na 2. stronie „Super Expressu” z 12 września 2001 roku opublikowano bezpośrednie świadectwo naocznego świadka zamachu, Witolda Strzelczyka. Jego słowa oddają grozę pierwszych chwil po uderzeniu samolotów:

- Usłyszeliśmy wybuch. Wyskoczyłem na balkon i stanąłem jak wryty. Na całej szerokości jednego z budynków WTC - ogień. Papiery leciały jak na defiladzie, spadały kawałki blachy, dym. Ludzie zaczęli krzyczeć, co się dzieje? 

- mówił Witold Strzelczyk, naoczny świadek tragedii cytowany przez "Super Express". 

W pewnym momencie uwaga Polaka skupiła się na sylwetkach opadających z wyższych pięter wieżowca.

- Nigdy nie zapomnę widoku ludzi wyskakujących z okien World Trade Center... Widzę, że leci coś w dół. Nagle uświadomiłem sobie... To żywi ludzie wyskakują z budynku. Człowiek w ciemnym garniturze machał rękami i nogami, jakby chciał wyhamować pęd... Nie dochodziło to do naszej świadomości. Kolejni ludzie wyskakujący z okien, niektórzy trzymali się za ręce... nie mogłem na to patrzeć

- opowiadał łamiącym się głosem Witold Strzelczyk.

Gdy uderzył drugi samolot, a budynki zaczęły się walić, nad miastem wyrosła kilkudziesięciometrowa chmura pyłu.

- Na dole stał tłum. To był rodzaj zbiorowej hipnozy... Wtem wali się druga wieża. Ogromna chmura kurzu i uciekająca przed nią rzeka ludzi. To było niesamowite. Piękny dzień, słońce, relaksująca rzeka, a z drugiej strony widok Manhattanu w kłębach dymu...

- podsumował na łamach gazety Witold Strzelczyk.

Polak ruszył na ratunek. „Pojechałem tam jako ochotnik”

Niezwykłym świadectwem odwagi jest relacja 20-letniego wówczas Sebastiana Nowosada, pochodzącego z okolic Białegostoku mieszkańca nowojorskiego Greenpointu. Młody Polak tuż po zawaleniu wież zgłosił się do punktu werbunkowego w Javits Center, zdobył kask, okulary, latarkę i niebieską koszulkę, po czym ruszył w sam środek gruzowiska.

Reporter Maciej Majewski spisał jego wstrząsające wspomnienia z akcji ratunkowej:

- Wynosiłem z gruzów szczątki ludzkich ciał, dusiłem się betonowym pyłem. Poszedłem na gruzy z ciekawości. Teraz naprawdę chcę pomagać

- mówił Sebastian Nowosad. 

Sebastian spędził na gruzach całe noce, odgarniając pył i gruz łopatą. 

- W pewnym momencie zobaczyłem ludzką stopę. Przestraszyłem się. Krzyknąłem do strażaka, ale on tylko rzucił mi worek i kazał mi do niego wrzucić tę stopę... Praca jest mordercza, odgarniałem gruz od wtorkowego wieczoru do 6 rano w środę

- relacjonował Sebastian Nowosad.

Szukali bliskich, chcieli walczyć za Amerykę

Na łamach „Super Expressu” relacjonowano także dramat polskich rodzin, które godzinami czekały na jakikolwiek sygnał od bliskich pracujących w wieżowcach WTC lub na pobliskiej Wall Street. Linie telefoniczne uległy całkowitej blokadzie.

Tragedia wywołała ogromny zryw pośród Polonii. Reporterzy gazety spotkali na lotnisku Kennedy'ego Piotra Frankowskiego z Greenpointu, który natychmiast po zamachach przerwał urlop w ojczyźnie i przyleciał pierwszym samolotem LOT-u z Warszawy do Nowego Jorku.

Młody Polak nie miał wątpliwości, gdzie powinien być w chwile próby.

- Wróciłem z wakacji w Polsce, bo tu jest moje miejsce. Wszystko to, co zdarzyło się w Ameryce, śledziłem w telewizji. Zdaję sobie sprawę, że z racji mojego młodego wieku mogę zostać powołany do wojska. Gdy tak się stanie, pójdę i będę walczył za mój nowy kraj

- mówił wówczas "Super Expressowi" Piotr Frankowski. 

Świadectwo na stronach gazet

Archiwalne strony „Super Expressu” sprzed lat pokazują, jak głęboko tragedia z 11 września dotknęła polską społeczność w Stanach Zjednoczonych. Od strażaków i ratowników, przez zwykłych przechodniów uciekających w chmurze pyłu, aż po polskich wolontariuszy na gruzach Ground Zero - nasi rodacy byli bezpośrednimi świadkami i uczestnikami tamtych wydarzeń.

Atak na WTC. Tak opisywaliśmy go 25 lat temu

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki