- Mickey Rourke, gwiazda "9 i pół tygodnia", boryka się z problemami finansowymi, mimo wcześniejszych sukcesów filmowych.
- Aktor otrzymał nakaz eksmisji z wynajmowanego domu w Los Angeles, a jego zaległy czynsz wynosi ponad 59 tysięcy dolarów.
- Rourke odrzuca oferty pracy, oczekując honorarium nie mniejszego niż 200 tysięcy dolarów dziennie, co utrudnia mu wyjście z długów.
- Dowiedz się, dlaczego Mickey Rourke, pomimo problemów, odrzuca pomoc i co dalej z jego karierą.
"9 i pół tygodnia" swego czasu należał do czołówki skandalizujących filmów na świecie. To właśnie po tym kasowym sukcesie o Mickeyu Rourke'u usłyszał świat. Widzowie mogą go także pamiętać z brawurowej roli w filmie "Harry Angel". Potem na długi czas gwiazda tego przystojniaka przygasła, aż do momentu, gdy do świata kina przywrócił go Robert Rodriguez, powierzając mu rolę w "Sin City". Parę lat później Rourke doskonale wypadł także w "Zapaśniku". A później znów zaczęły się problemy.
Mickey Rourke eksmitowany. Gdzie zamieszka?
Problemy z narkotykami, alkoholem i długami. To wszystko doprowadziło aktora do sytuacji, w której właśnie się znalazł. "Page Six" informuje, że Mickey Rourke oficjalnie stracił wynajmowany w Los Angeles dom - dostał nakaz eksmisji. "Wyrok zapadł w poniedziałek w Sądzie Najwyższym hrabstwa Los Angeles zaocznie – co oznacza, że Rourke, który w ostatnich latach znany jest w udziały w Celebrity Big Brother UK, prawdopodobnie nie stawił się w swojej obronie ani nie odpowiedział na pozew przed upływem terminu sądowego" - czytamy.
Serwis przypomina, że w grudniu 2025 roku sąd wniósł przeciwko Rourke'owi pozew o opuszczenie domu w ciągu trzech dni, pod groźbą zapłaty zaległego czynszu w wysokości 59 100 dolarów. W styczniu 2026 widziano Rourke'a, jak wynosił rzeczy z domu, a dzień później na podjeździe pojawiła się ciężarówka. "Wtedy Page Six dowiedział się, że aktor zatrzymał się w ekskluzywnym hotelu w West Hollywood w Kalifornii, gdzie ceny pokoi zaczynały się od 550 dolarów za noc". W międzyczasie w internecie uruchomiona została zbiórka pieniędzy dla gwiazdora. On sam zaprzeczył jednak, by za tym stał. "Gdybym potrzebował pieniędzy, nie prosiłbym o żadną cholerną jałmużnę. Wolałbym wsadzić sobie pistolet w tyłek i nacisnąć spust… Moje życie jest bardzo proste, nie szukałbym takich zewnętrznych źródeł" - mówił.
Nie chce pracować za mniej niż 200 tys. dolarów dziennie
Menedżerka aktora twierdzi, że miałby pieniądze, gdyby nie odrzucał kolejnych ofert. "Pomimo napływu ofert pracy, Mickey czekał na wysokie wynagrodzenia i nie chciał pracować za mniej niż 200 tys. dolarów dziennie" - mówiła w wywiadzie dla TMZ Kimberly Hines.