Właściciele baru La Constellation, który spłonął w sylwestrową noc, wydali oświadczenie. Nie zostali aresztowani mimo poważnych zarzutów
40 zabitych, w tym połowa nieletnich, 119 rannych, w tym wiele osób w stanie ciężkim, poparzonych, z obrażeniami, których skutki będą często odczuwać na zawsze. Skala tragedii, jaka rozegrała się w sylwestrową noc w luksusowym kurorcie narciarskim w Szwajcarii, naprawdę poraża. Wśród głosów współczucia dla ofiar pożaru pojawiają się liczne głosy domagające się sprawiedliwości. Jak to możliwe, że w oczywisty sposób w La Constellation lekceważono zasady bezpieczeństwa? Świadkowie mówią o bardzo wąskich schodach, szybach, których w sytuacji walki o życie nie dało się wybić krzesłem, o zamkniętych wyjściach ewakuacyjnych, nieostrożnym obchodzeniu się z ogniem i łatwopalnej piance na suficie. Wreszcie o tym, że do nocnego lokalu z alkoholem masowo wpuszczano nawet 14-latków - tyle lat ma najmłodsza ofiara pożaru. Kto za to wszystko odpowie? Co z właścicielami?
ZOBACZ TEŻ: "Twarze były całkowicie spalone". Filmy ze środka baru, szokujące relacje świadków
"Jesteśmy zdruzgotani i przytłoczeni bólem. Nasze myśli są cały czas skierowane ku ofiarom"
Szybko media ujawniły ich twarze i personalia. Jacques i Jessica Moretti, Francuzi z Korsyki, to małżeństwo w średnim wieku. Szwajcarska prokuratura postawiła im zarzuty nieumyślnego spowodowania śmierci, nieumyślnego spowodowania obrażeń ciała i nieumyślnego wywołania pożaru. Nie wiadomo, czemu mimo powagi sytuacji ludzie ci nie zostali aresztowani. Teraz wydali oświadczenie dla mediów. Zapewniają, że są załamani tragedią i nie zamierzają unikać odpowiedzialności. „Jesteśmy zdruzgotani i przytłoczeni bólem. Nasze myśli są cały czas skierowane ku ofiarom, ich bliskim, którzy doświadczają tak straszliwej i przedwczesnej żałoby oraz ku tym wszystkim, którzy walczą o swoje życie” - głosi oświadczenie. Właściciele baru dodają, że mają „pełne zaufanie do śledczych” i zapewniają „pełnej współpracy” z nimi. Sprawa rzeczywiście może nie być taka prosta, a odpowiedzialność za tragedię może dotyczyć większej ilości osób, choćby tych, którzy odpowiadali za przeprowadzanie kontroli pożarowej w barach w tej lokalizacji. Władze Crans-Montany twierdzą choćby, że pianka dźwiękochłonna założona na feralnym suficie została zatwierdzona przez kontrolerów bezpieczeństwa. To wszystko będzie wyjaśniał sąd. Poza sprawą karną można też spodziewać się lawiny pozwów cywilnych.