Dramatyczne chwile w zoo. 3-latek wrzucony do krokodyli przeszedł serię operacji
Rodzinna wycieczka do zoo Johnsons of Old Hurst w Cambridgeshire niemal zakończyła się tragicznie. Nieznajomy mężczyzna nagle złapał trzyletnie dziecko i zrzucił je wprost między krokodyle i aligatory. Dlaczego? Bo jest niepoczytalny. Minęło już kilkanaście dni od tego zdarzenia, a chłopiec nadal toczy walkę o powrót do pełnej sprawności. Na stronie zbiórki zorganizowanej na rzecz 3-latka pojawiły się informacje, z których wynika, że dziecko musiało przejść już szereg operacji. Stan trzylatka określany jest jako stabilny, ale przed dzieckiem jeszcze długa droga do wyzdrowienia. W szpitalu czuwają przy nim rodzice.
30-letni mężczyzna wrzucił nieznajome dziecko na wybieg z aligatorami i krokodylami
Do tego niewyobrażalnego dramatu doszło 18 czerwca. Funkcjonariusze policji ustalili, że 30-letni napastnik przerzucił chłopca przez barierki bezpieczeństwa. 3-latek runął z niemal pięciometrowej wysokości na wybieg zamieszkiwany przez kilkanaście aligatorów i krokodyli. Dziecko zostało zaatakowane przynajmniej przez jedno z tych zwierząt. Przed niechybną śmiercią uchroniła je Tracey Johnson, właścicielka ogrodu zoologicznego. Wykazała się niezwykłą odwagą, wskakując na wybieg i wyciągając chłopca w bezpieczne miejsce. Wkrótce z pomocą ruszyli jej także inni pracownicy.
Zaskakująca decyzja śledczych. Podejrzany na wolności za kaucją mimo usiłowania zabójstwa
Najbliżsi trzylatka skierowali słowa głębokiego uznania przede wszystkim do pracowników ogrodu zoologicznego za ich niezwykle szybką interwencję oraz do wszystkich, którzy brali czynny udział w akcji ratunkowej.
– Chcielibyśmy podziękować pracownikom zoo, którzy uratowali naszego syna z wybiegu. Jesteśmy ogromnie wdzięczni za wsparcie i życzenia, które otrzymaliśmy, a także wszystkim, którzy uczestniczą w jego leczeniu i powrocie do zdrowia – przekazała rodzina.
Bezpośrednio po incydencie mundurowi zatrzymali 30-latka z Norfolk, stawiając mu zarzut próby morderstwa. Niespodziewanie jednak mężczyzna opuścił areszt po wpłaceniu kaucji - zdaniem śledczych jego psychika uniemożliwia przeprowadzenie przesłuchania. Z medialnych doniesień wynika, że napastnik jest osobą z orzeczoną niepełnosprawnością intelektualną i feralnego dnia odwiedzał zoo w towarzystwie opiekunów. Jak podaje „Daily Mail”, próbowali oni rzekomo oddalić się z miejsca zdarzenia wraz z podopiecznym, lecz ich ucieczka została udaremniona. Sytuacji bacznie przygląda się też brytyjska opieka społeczna, bo wszystko wskazuje na to, że osoby wyznaczone do pilnowania 30-latka nie dopełniły swoich obowiązków. Stali zaledwie kilka kroków dalej i całkowicie przegapili moment ataku. Sprawę bada policja.