- Przez te wszystkie lata nie spotkałem lekarza, który powiedziałby mi, co mam robić, skierował na konsultacje do kogoś, kto zajmuje się takimi pacjentami jak ja, na konsultacje do dietetyka czy innego specjalisty, do poradni zaburzeń metabolicznych czy poradni w ramach KOS-BAR. Wszędzie tylko słyszałem: -Trzeba mniej jeść i więcej się ruszać. Intuicyjnie czułem, że to nie tak. Walczyłem o siebie sam, próbowałem sam sobie pomóc, szukając różnych specjalistów, ale dawali mi tak różne zalecenia, że niewiele to dawało. Raz schudłem 40 kg, ale za jakiś czas przytyłem już nie 40, ale 45 kg. I tak w kółko. Prywatnie załatwiłem sobie konsultacje u psychodietetyka, bo mój stan psychiczny był fatalny.
Kto mi pomoże
Chore stawy, neuropatie, nadciśnienie tętnicze, niewyrównane glikemie, problemy kardiologiczne – to tylko niektóre z konsekwencji choroby otyłościowej, z jakimi wciąż zmaga się pan Wojciech. To właśnie problemy z sercem – ostra niewydolność serca – spowodowały, że trafił do szpitala. Tam lekarz zapisał mu leki, które nieco poprawiły jego stan, jednak nie likwidując przyczyny, czyli choroby otyłościowej.
- Teraz, jak udało mi się trochę schudnąć, przy wzroście ok 186 cm, ważę 136 kg. Od grudnia, kiedy ważyłem ponad 190 kg, to spory spadek. Ale jak długo uda mi się taką wagę utrzymać, która i tak jest ponad normę? No i cały czas jest to leczenie skutków, a nie przyczyny. Zapisałem się na operację bariatryczną, prywatnie, ale najpierw powinienem dostać leczenie farmakologiczne. Tylko jak to załatwić? Kto może mi w tym pomóc, do kogo się zwrócić?
Mam żal do lekarzy, że tak mnie prowadzili, a raczej nie prowadzili.
Coraz większa wiedza, ale to za mało
- Coraz więcej wiemy i coraz więcej mówi się o chorobie otyłościowej, a przede wszystkim, że to choroba, którą należy leczyć tak, jak leczy się każdą inną chorobę, dostosowanymi do tego terapiami. Może Pan Wojciech nie trafił do odpowiedniego ośrodka – mówi prof. Monika Szulińska, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. – Mamy leki, ukierunkowane na leczenie choroby otyłościowej, niestety nie dla wszystkich chorych są one dostępne. Dlatego „na już” potrzebny jest program lekowy, który co prawda nie zapewniłby każdemu choremu dostępu do leczenia, ale przynajmniej mogliby z niego skorzystać najbardziej potrzebujący. To byliby młodzi dorośli z BMI powyżej 35 i chorobami współistniejącymi oraz osoby dorosłe z najbardziej zawansowaną otyłością - BMI powyżej 40 oraz zagrażającymi życiu jej powikłaniami. Pan Wojciech na pewno znalazłby się w jednej z tych grup.
Brak dostępu dla wielu pacjentów ze względu na wysokie koszty terapii do rekomendowanego leczenia jest stygmatyzujące dla pacjentów chorujących na otyłość - oznacza przecież również dyskryminację tej grupy chorych, a to rodzi dla nich kolejne problemy.