Pacjent powinien mieć wybór - za mało osób jest dializowanych w domu

2026-06-02 16:30

Tej choroby długo „nie widać”, ponieważ rozwija się powoli, a pierwsze sygnały ostrzegawcze pojawiają się dopiero wtedy, gdy nerki są już znacznie uszkodzone. Co więcej, nawet takie objawy jak zmęczenie, osłabienie, zmiany w oddawaniu moczu (częste parcie, zwłaszcza nocą) czy obrzęki wokół kostek stóp, dłoni lub pod oczami często są bagatelizowane. Mowa o przewlekłej chorobie nerek (PChN).

nerki

i

Autor: Getty Images

Choruje na nią ok. 4,5 mln Polaków, a według prognoz w 2030 roku liczba ta wzrośnie do ponad 5 mln. Wynika to m. in. z faktu, że do głównych czynników ryzyka przewlekłej choroby nerek należą nadciśnienie tętnicze i cukrzyca. Z PChN ściśle powiązane są również schorzenia układu krążenia, a liczba pacjentów z tymi chorobami stale rośnie.

Konieczne zmiany systemowe

Niestety przewlekła choroba nerek jest diagnozowana zbyt późno, często przypadkowo, przy okazji innych badań (bo nerki nie bolą…). W efekcie  prowadzi to do całkowitej niewydolności nerek i przedwczesnej śmierci. Co roku na skutek przewlekłej choroby nerek umiera ponad 80 tys. osób. - Nefrologia nie jest niestety zaliczana do specjalizacji priorytetowych, nefrologów mamy za mało, wyjątkowo niski jest odsetek młodych lekarzy tej specjalności, a nefrolodzy się starzeją – zwraca uwagę prof. Magdalena Krajewska, prezes Polskiego Towarzystwa Nefrologicznego. – Na wizytę u nefrologa czeka się długo, ale też lekarze pierwszego kontaktu mogliby robić więcej, by zwiększyć rozpoznawalność PChN, zlecać badania, które wskazywałyby na tę jednostkę. Bo takie narzędzia mają.

Są to przede wszystkim badania poziomu kreatyniny, na podstawie którego określa się wskaźnik eGFR, czyli przesączania kłębuszkowego. Markerem funkcji nerek jest również badanie UACR, określające stosunek kreatyniny do albuminy.

– Badania w kierunku rozpoznawania przewlekłej choroby nerek powinny znaleźć się w medycynie pracy – mówi prof. Katarzyna Krzanowska, nefrolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. – To pomogłoby w rozpoznawaniu PChN, w opiece nad pacjentem. Ale do tego potrzebne są zmiany systemowe, organizacyjne, wprowadzenie na szerszą salę opieki koordynowanej, która daje szansę na możliwość wcześniejszej diagnozy, leczenia i w efekcie na dobre, długie życie. Dziś w opiece koordynowanej znajduje się zaledwie ok. 70 tys. pacjentów.

Leczenie nerkozastępcze – dializoterapia

Skutkiem późnego rozpoznania choroby jest postępujące uszkodzenie nerek i konieczność rozpoczęcia dializ. Co drugi pacjent trafiający na dializoterapię, nie miał wcześniej zdiagnozowanej choroby nerek! Z kolei u co trzeciego ze świeżo rozpoznaną cukrzycą stwierdza się już uszkodzenie nerek!

Terapią podtrzymującą życie, kiedy nerki przestają prawidłowo pracować, są właśnie dializy – realizowane do czasu, aż możliwy będzie przeszczep nerki. Niektórzy pacjenci są dializowani przez kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat.

Najbardziej popularną metodą w Polsce pozostaje hemodializa. Jest ona jednak obarczona licznymi skutkami ubocznymi i wiąże się z wieloma ograniczeniami dla chorego. Przede wszystkim pacjent musi 3 razy w tygodniu pojawić się w stacji dializ, gdzie przez ok. 4 godziny jest podłączony do specjalistycznej aparatury. Dla osoby aktywnej zawodowo, która chce nadal normalnie funkcjonować, pracować, to jak koniec świata. Alternatywą dla hemodializy jest domowa dializoterapia otrzewnowa, najlepiej w formie automatycznej. W tej metodzie do oczyszczania krwi z toksycznych substancji wykorzystuje się błonę otrzewnową, wyściełającą jamę brzuszną. Proces ten może odbywać się w nocy, podczas snu pacjenta, przy użyciu specjalnego urządzenia – cyklera.

Dializy otrzewnowe dają wolność

Rajmund Michalski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Moje Nerki, o swojej chorobie dowiedział się w wieku 28 lat. Jego nerki stopniowo przestawały prawidłowo funkcjonować. Przez wiele lat był leczony farmakologicznie, jednak miał świadomość, że może uratować go tylko przeszczep. Zanim do niego doszło, był poddawany dializom. W jego przypadku były to dializy otrzewnowe. – One dały mi niezależność, wolność – mówi. – Dzięki nim mogłem zacząć żyć normalnie, oczekując na przeszczep. A ten miał miejsce w 2013 roku, 26 stycznia, w Światowym Dniu Transplantacji.

Dziś mówi, że od samego początku miał szczęście do lekarzy, którzy informowali go o dostępnych możliwościach leczenia. Dzięki temu, a także ogromnemu wsparciu żony, został profesorem w Instytucie Podstaw Inżynierii Środowiska PAN w Zabrzu. – Bo wciąż mogłem być aktywny.

Dializy otrzewnowe mają wiele zalet, m. in. oszczędzają naczynia krwionośne, chronią przed zakażeniami, a przede wszystkim umożliwiają realizację własnych celów – podkreślają nefrolodzy.

Spersonalizowana forma terapii

W Polsce jedynie 4 proc. pacjentów ze schyłkową niewydolnością nerek korzysta z domowej dializoterapii otrzewnowej, podczas gdy w innych krajach europejskich to kilkadziesiąt procent. Wyzwaniem dla systemu ochrony zdrowia w naszym kraju jest zapewnienie, by każdy pacjent otrzymywał pełną informację o wszystkich dostępnych metodach leczenia, wraz z ich korzyściami i ograniczeniami, co pozwala na podjęcie świadomej decyzji dotyczącej leczenia.

–  A pacjent powinien mieć wybór – dodaje prof. Michalski. – Dializoterapia powinna być terapią spersonalizowaną, dostosowaną do pacjenta, podporządkowaną pod jego życie, a nie odwrotnie. Pacjent dializowany otrzewnowo w warunkach domowych jest pacjentem bardziej świadomym, jest współodpowiedzialny za swoją terapię. Jest to terapia wygodna i bezpieczna, taki pacjent nie jest pozostawiony sam sobie, może on być – w trakcie zabiegu wykonywanego w domu – zdalnie monitorowany. Najważniejsze, żeby lekarz informował o możliwościach wyboru, a sposobu leczenia i tego wyboru dokonywali wspólnie – pacjent z lekarzem. Bo są i tacy pacjenci, zwłaszcza starsi, którzy wolą odbywać dializy w stacjach dializ, tam czuję się pewniej. Ale niech to będzie ich wybór.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki