Zielona Góra. Najpierw zabił żonę, potem znaleźli go pod blokiem. „Babcia widziała, jak wyskoczył”

2020-07-29 19:14 Magdalena Król
Zielona Góra. Najpierw zamordował żonę, potem znaleźli go pod blokiem. „Babcia widziała, jak wyskoczył”
Autor: Dariusz Dutkiewicz W bloku przy ul. Lisiej w Zielonej Górze doszło do rodzinnego dramatu

Nadal nie milką echa tragedii, która rozegrała się w jednym z mieszkań wieżowca przy ulicy Lisiej w Zielonej Górze. 62-latek najpierw zabił swoją żonę, a później wyskoczył z balkonu z 10. piętra. Mężczyzna zginął na miejscu. - Ja akurat spałem, ale babcia mi o tym powiedziała, bo widziała na własne oczy, jak on skoczył – powiedział, jeden z sąsiadów.

Do tragedii doszło w niedzielę nad ranem, w mieszkaniu wieżowa przy ulicy Lisiej w Zielonej Górze. 62-latek, lokator jednego z mieszkań, pokłócił się z żoną, po czym sięgnął po nóż i zadał jej kilka ciosów. Kobieta niestety zmarła. Mężczyzna zrobił to na oczach syna, który uciekł z mieszkania. To właśnie on poinformował policję o zdarzeniu. 41-latek trafił pod opieką specjalistów.

- Przeprowadzono sekcję zwłok ofiar, zarówno pokrzywdzonej, ja i domniemanego sprawcy. Trwają jeszcze czynności, które mają uprawdopodobnić, że mąż dokonał tego zabójstwa. Na obecnym etapie mogę powiedzieć, że jest to prawdopodobieństwo, graniczące z pewnością. Przesłuchane zostaną kolejne osoby. Czekamy na wyniki toksykologiczne, pobranego od sprawcy materiału biologicznego. Myślę, że w przeciągu dwóch miesięcy postępowanie będzie umorzone z uwagi na śmierć podejrzanego - przekazał Zbigniew Fąfera z Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze.

Zielona Góra: Zabił żonę i wyskoczył z 10. piętra. ZROBIŁ TO na oczach syna.

Rozwijamy nasz serwis dzięki wyświetlaniu reklam.

Blokując reklamy, nie pozwalasz nam tworzyć wartościowych treści.

Wyłącz AdBlock i odśwież stronę.

Zdaniem mieszkańców wieżowca, niedzielne wydarzenia są ogromną tragedią.

- Stała się tragedia, mężczyzna zabił swoją żonę. Ja akurat spałem, ale babcia mi o tym powiedziała, bo widziała na własne oczy, jak on wyskoczył. Była przerażona. Później przyjechała policja i pogotowie – powiedział Grzegorz.

- Był w porządku facetem, pracował, utrzymywał rodzinę. Jego żona była chorowita. Mieli problemy, bo małżonka miała wypadek w pracy. Ciężko im było. Ostatnio była już w takim stanie, że musiał się nią zajmować 24 godziny na dobę. Z tego co ludzie mówili, nie miał pomocy. Nie było tam żadnych imprez, czy innych ekscesów – opowiadał jeden z sąsiadów

- Uważam, że to jest ogromna tragedia i trudno to jest osądzać. Sami lekarze nie potrafią określić, kiedy i w jaki sposób człowiek może dojść do takiego stanu i czegoś takiego się dopuścić – mówiła sąsiadka.