- Data publikacji: 26.01.2010 04:00
Jeszcze niedawno Mirosław "Miro" Drzewiecki (54 l.), były minister sportu, był na samym szczycie. Po wybuchu afery hazardowej spadł z niego błyskawicznie. Teraz idzie na dno. Ciągnie go też rodzony brat Dariusz (49 l.), który pożyczał pieniądze od łódzkiej "ośmiornicy".
POLECAMY
Z zeznań Dariusza Drzewieckiego, do których dotarł "Super Express", wynika, że w maju 1999 roku pożyczył 400 milionów starych złotych od innego członka "ośmiornicy" - Andrzeja M., pseud. Mikser, na budowę restauracji "Marhaba" w Zduńskiej Woli. Dług spłacił po 10 dniach. Dziś brat byłego ministra sportu nie ma już udziałów w tej firmie.
Mniej więcej w tym samym czasie żona Mirosława Drzewieckiego, Janina (46 l.), niemal po sąsiedzku prowadziła ekskluzywną kawiarnię "Wiedeńska", którą upodobali sobie łódzcy gangsterzy. Członkowie słynnej "ośmiornicy" przesiadywali tam całymi dniami, obmyślali kolejne interesy, szykowali się do następnych skoków. Kiedy lokalna prasa zaczęła o tym pisać, Drzewieccy postanowili zamknąć lokal.
Dziś dokładnie w tym samym miejscu jest knajpa, do której Dariusz Drzewiecki zaprosił swoich gości z Austrii. Przypadek?
Łódź aż huczy od plotek o braciach Drzewieckich. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że "Miro" często ratował brata z finansowych tarapatów, regulując jego zobowiązania. Sporo emocji wywołuje również wyrok sądowy, który ciąży na Dariuszu. W lutym został skazany na półtora roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata za oszustwa i posługiwanie się sfałszowanymi dokumentami. Czy spotkanie z Alpine Bau było kolejną próbą naciągnięcia, tym razem Austriaków? Czy Mirosław Drzewiecki wiedział, co robi jego brat? Na te pytania odpowie łódzka prokuratura.





