Senatorowie po raz kolejny obronili Krzysztofa Piesiewicza przed prokuraturą. Członkowie ...
Czytaj również
Jej opowieść o znajomości z Piesiewiczem jest chaotyczna, ale wygląda na dobrze przemyślaną. Czy Katarzyna W. jest wiarygodna? Jej zeznania przekonały prokuraturę, która postanowiła przedstawić wpływowemu politykowi zarzut posiadania narkotyków. Ale trzeba pamiętać, że prokuratura postawiła jej zarzut udziału w szantażu. Grozi jej do trzech lat więzienia.
- Pani jest prostytutką?
- Nie. Nigdy nie uprawiałam seksu za pieniądze. Nigdy też nie uprawiałam seksu z Piesiewiczem i nie zażywałam z nim narkotyków. Choć wielokrotnie widziałam, jak on to robi.
- Kiedy poznała pani Krzysztofa Piesiewicza?
- Jest tak, jak mówił "Super Expressowi" Krzysiek (Piesiewicz - przyp. red.). Poznaliśmy się latem zeszłego roku. Ale nie było to pod Marriottem, jak powiedział, ale na stacji benzynowej. Kilka dni wcześniej miałam wypadek i dostałam samochód zastępczy. Nie wiedziałam, jakie paliwo wlać. Podeszłam do pierwszego z brzegu mężczyzny - okazał się nim Piesiewicz. Nie wiedziałam kim jest, ale jego twarz wzbudzała zaufanie i wydawała mi się znajoma. Doradził, co robić z paliwem i zaczęliśmy rozmawiać. Robił wrażenie interesującego człowieka, a rozmowa kleiła się. Po chwili zaproponował mi spotkanie, gdzieś na kawie.
- I pani się zgodziła? Przecież się nie znaliście?
- Zdziwiło mnie jego tempo. Ale zasugerowałam mu, że spotkać się możemy. Zadzwonił po dwóch dniach i zaproponował spotkanie u siebie w domu. Znowu poczułam się zdziwiona śmiałością propozycji, bo znałam tylko jego imię. Uspokoił mnie i kazał sprawdzić, kim jest w Internecie.
- Posłuchała go pani?
- Tak. Poczytałam o nim i z mniejszymi obawami zdecydowałam się na spotkanie. Przyjechał po mnie około godz. 20 na tę samą stację, bo mieszkałam niedaleko. Pojechaliśmy do jego domu na warszawskim Żoliborzu.
- Proponował pani seks?
- Nie. Piliśmy wino i rozmawialiśmy. Opowiadał o sobie, o barwnym życiu, o tym, jak powstawały jego scenariusze. Słuchałam go z otwartymi ustami. Po pierwszej butelce rozmowa zeszła na tematy związane z homoseksualizmem oraz transseksualizmem. Oprowadzał mnie po domu i teraz już wiem, że sprawdzał, czy będę gotowa zaakceptować jego gierki. Na ostatnim piętrze swojego domu pokazał mi brązową sukienkę na ramiączkach. Spytał, czy byłoby mu w niej ładnie. Powiedziałam, że tak. Później w łazience pokazał perfumy i szminkę. Spytał, czy pomaluję mu usta i czy dobrze tak wygląda. Zaczął też opowiadać o swojej partnerce, która miała raz lub dwa razy w tygodniu przyjeżdżać do niego z Bydgoszczy.
- Rozmawialiście o tym tak otwarcie?
- Wydaje mi się, że czuł się swobodnie w moim towarzystwie. Kiedy wino się skończyło, zaproponował "coś mocniejszego". Chodziło o kokainę. Mówił, że to bezpieczne, byleby znać umiar. Twierdził, że bierze tylko w weekendy. Nie przekonał mnie do spróbowania. Wyjął z pomieszczenia obok kuchni słoiczek. Było w nim około 3-4 torebek z kokainą. Wziął jedną, rozsypał na stole i wciągnął przez zrolowany banknot. Potem wróciliśmy do salonu. Próbował mnie przekonać do jakiegoś trójkąta. Odmówiłam. Około 4 nad ranem zamówił mi taksówkę i wróciłam do domu.
- Często się potem spotykaliście?
- Takich spotkań było około pięciu. Na kolejnych Krzysiek pozwalał sobie na coraz więcej. Za każdym razem brał też kokainę.
- Płacił pani za te wizyty?
- Nie. To były spotkania koleżeńskie. Nie brałam żadnych pieniędzy i nie oczekiwałam niczego w zamian. Wydawał mi się fascynujący jako człowiek, bo nieczęsto spotyka się kogoś o takim dorobku. On natomiast składał mi liczne obietnice i zapewniał, że się mną zaopiekuje. Pytał mnie o zainteresowania, by załatwić mi pracę, która będzie mi się podobać. Mówił, że kochance też tak pomógł. Pewnego razu zaprosił mnie nawet na wspólny wyjazd do Grecji. Byłam oszołomiona, bo nigdy z Polski nie wyjeżdżałam. Ostatecznie nic z tego nie wyszło.
Wybrane komentarze


- ircio 14.12.2009, 08:29
Panie Krzysztofie
nic sie nie stalo
a ta mila pani zasłuzyla na wiecej niuz 3 lata- iksa 14.12.2009, 09:04
Ciekawe jak by się czuli pracownicy SE gdyby to ich tak nagrano i puszczono w świat to jest podłe autorze podłe i może jakaś siła wyższa kiedyś odwóci Pana los i Pan zobaczy jak to jest




