Marek K. w połowie listopada skończyłby 60 lat. Mieszkał w Gdyni. W ostatnią sobotę, 3 października razem ze znajomym przyjechali w okolice Grudziądza. Tam wystartowali z lotniska i latali na swoich paralotniach.
W pewnym momencie Marek K. wpadł do wody w pobliżu mostu autostradowego. Odnalezienie go zajęło służbom kilkadziesiąt minut. Okazało się, że paralotniarz był uwięziony w plątaninie linek swojego sprzętu, co wymusiło na ratownikach ich przecięcie. Wydobyty na powierzchnię mężczyzna nie dawał oznak życia i był nieprzytomny. Służby od razu przetransportowały go do ratowniczej łodzi, gdzie podjęto próbę przywrócenia akcji serca. Zaraz potem poszkodowany trafił na ląd pod opiekę ratowników medycznych. Niestety jego życia nie udało się uratować.
Sprawą wypadku zajęła się Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych. Postępowanie prowadzi również prokuratura. Nasi dziennikarze ustalili, że Marek K. próbował przelecieć pod mostem autostradowym na Wiśle w okolicach Grudziądza.
Pana ustalenia są prawdziwe. Tak, paralotniarz próbował przelecieć pod mostem autostradowym – mówi dziennikarzom „Super Expressu” prokurator Magdalena Chodyna, zastępca prokuratora rejonowego w Grudziądzu.