Latające kleszcze atakują. Po spacerze w lesie przeżyłam niemiłe zaskoczenie!

Myślałam, że największym zagrożeniem podczas letnich spacerów po lesie są kleszcze. Tym razem okazało się, że problem jest znacznie większy. Po powrocie z przechadzki pod Bydgoszczą odkryłam w sierści moich psów intruzów, których do tej pory spotykałam niezwykle rzadko.

Pies rasy golden retriever na smyczy idący leśną ścieżką w zielonej trawie. Dwa zbliżenia przedstawiają strzyżaka sarniego i małego kleszcza, symbolizujące zagrożenia dla zwierząt podczas spacerów. Więcej o latających kleszczach przeczytasz na naszym portalu.
Autor: Christian Fischer/ CC0 3.0

Uwielbiam spacery po lesie. Zwłaszcza latem, kiedy można schować się w cieniu drzew i po prostu odetchnąć. Kilka dni temu wybrałam się z moimi dwoma psami do lasu pod Bydgoszczą. Nic nie zapowiadało, że po powrocie zamiast odpoczynku czeka mnie walka z nieproszonymi pasażerami.

Spacer był zupełnie zwyczajny. Psy biegały po leśnych ścieżkach, węszyły i cieszyły się swobodą. Dopiero po powrocie do domu zauważyłam, że zachowują się inaczej niż zwykle. Choć były wyraźnie zmęczone, nie potrafiły znaleźć sobie miejsca. Co chwilę się drapały i nerwowo potrząsały sierścią.

Zaczęłam dokładnie je oglądać. Wtedy zobaczyłam je po raz pierwszy tak licznie. W sierści każdego psa było po kilka strzyżaków sarnich, nazywanych potocznie latającymi kleszczami.

Do tej pory strzyżaki były w lasach, po których spaceruję, prawdziwą rzadkością. Owszem, słyszałam o nich i wiedziałam, że występują w Polsce, ale nigdy wcześniej nie spotkałam ich w takiej liczbie podczas jednego spaceru.

To kolejne zagrożenie, z którym muszą liczyć się miłośnicy leśnych wędrówek. Kleszcze od lat budzą obawy ze względu na choroby, które przenoszą. Teraz coraz częściej mówi się także o strzyżakach. Choć nie są kleszczami, potrafią być bardzo uciążliwe. Gdy znajdą żywiciela, zrzucają skrzydła, szybko przemieszczają się po skórze lub sierści i mocno chwytają się włosów. Ich ukąszenia bywają bolesne, a u części osób mogą powodować długo utrzymujące się, swędzące zmiany skórne.

Po tym spacerze jedno wiem na pewno. Od dziś po każdej leśnej wyprawie będę sprawdzać nie tylko, czy moje psy nie przyniosły kleszczy, ale również strzyżaków. Warto dokładnie obejrzeć także własne ubranie i włosy. 

Kozi raj pod Bydgoszczą. To miejsce podbija serca całych rodzin

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki