Susza hydrologiczna trwa już od wczesnej wiosny i w tym roku wyjątkowo dała nam się we znaki. Już w pierwszej połowie maja poziom rzeki wynosił nieco ponad 130 centymetrów. Z kolei 16 czerwca poziom wody w Wiśle w Bydgoszczy wynosił zaledwie 114 centymetrów. Kilka dni później było to już 159 centymetrów, ale na początku lipca stan rzeki ponownie zaczął się drastycznie obniżać.
16 lipca wybraliśmy się na spacer nad Wisłę, a wodowskaz na Wiśle wskazywał około 100 centymetrów. Opisywaliśmy wtedy, że sytuacja na bydgoskim odcinku królowej polskich rzek jest dramatyczna, a do najniższego w historii poziomu Wisły brakuje zaledwie kilkunastu centymetrów.
Niecały miesiąc później poziom wody w rzece spadł jeszcze bardziej, a najniższy wynik w historii pomiarów stał się faktem. Jak podaje Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej, w środę, 12 sierpnia, stan Wisły wynosił 82 centymetry i utrzymywał się przez kolejnych czterdzieści osiem godzin. Przypomnijmy, że do tej pory absolutne minimum Wisły w Fordonie wynosiło 86 centymetrów, które zmierzono we wrześniu 2015 roku.
14 sierpnia wieczorem poziom rzeki wzrósł do 89 centymetrów, a zgodnie z prognozami IMGW w niedzielne popołudnie stan Wisły ma się podnieść do 97 cm. Mimo tego, poziom najdłuższej rzeki w Polsce jest alarmująco niski. Dotyczy to również innych odcinków Wisły w naszym regionie, m.in. w Grudziądzu, Toruniu czy Włocławku.
W piątek (14 sierpnia) do południa wybraliśmy się na spacer nad Wisłę w Fordonie, gdzie można było zobaczyć coraz bardziej wyłaniające się z wody łachy. Brzegi rzeki znajdują się obecnie tak nisko, że betonowe nabrzeże jest teraz całkowicie odkryte.
Trwająca susza hydrologiczna jest wynikiem długotrwałego braku opadów (zarówno śniegu zimą, jak i deszczu wiosną). Wpływ na obecną sytuację hydrologiczną mają przede wszystkim zmiany klimatyczne. Wysokie temperatury przyspieszają parowanie wody z powierzchni gleby i zbiorników, z kolei globalne ocieplenie prowadzi do częstszych i dłuższych okresów bez opadów.
Nie bez znaczenia jest również działalność ludzi, którzy na wielu obszarach zastępują zieleń betonem. Skutki suszy hydrologicznej odczuwamy już od kilku lat. To między innymi zwiększone ryzyko pożarów w lasach, trudności w nawadnianiu upraw i hodowli, które wpływają na spadki plonów i straty w rolnictwie, a także ograniczenie przepływu rzek, mające negatywny wpływ na jakość wody.