Tragedia w Bydgoszczy. Reporter "Super Expressu" był na miejscu
- Nie wiedzieliśmy tego. Usłyszeliśmy strzał. Było już późno - mówi "Super Expressowi" para, mieszkająca w kamienicy przy ulicy Stawowej w Bydgoszczy (województwo kujawsko-pomorskie).
To w tej kamienicy, w oficynie mieszka rodzina Łukasza B. (+44 l.). On sam mieszkał w innej części Bydgoszczy. Miał dwóch synów. Był znany policji. Na dzień dzisiejszy nie uzyskaliśmy odpowiedzi na pytania czy był karany, czy też oskarżany o róże przestępstwa.
Jak wyglądał ten tragiczny wieczór? Łukasz B. szalał. Jego ciocia zadzwoniła do siostry, która była w Szczecinie. To ona wykonała telefon pod numer alarmowy.
Czytaj tutaj: Policjantka użyła broni podczas interwencji. Mężczyzna zmarł w szpitalu
- Około godziny 21 policjanci z Bydgoszczy zostali wezwani na interwencję przy ulicy Stawowej. Interwencja dotyczyła agresywnego mężczyzny, który miał dokonywać samookaleczeń. Po przybyciu na miejsce pierwszego patrolu funkcjonariusze wezwali wsparcie. Mężczyzna pozostawał agresywny, nie reagował na polecenia policjantów, przez cały czas trzymając w ręku nóż - przekazała "SE" mł. insp. Monika Chlebicz, rzeczniczka prasowa KWP w Bydgoszczy
- W pewnym momencie ruszył w kierunku policjantów z nożem. Funkcjonariuszka oddała strzał w stronę agresora. Karetka była na miejscu, gdy trwała interwencja. Mężczyzna został zraniony. Po godzinie 22 otrzymaliśmy informację, że mężczyzna zmarł. O zdarzeniu została powiadomiona prokuratura - zrelacjonowała młodsza inspektor Chlebicz.
"To był dobry człowiek, ale bardzo chory"
- W tej sprawie zostało wszczęte śledztwo z artykułu 231 kodeksu karnego - powiedziała nam prokurator Agnieszja Adamska - Okońska, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy. Sprawa zostanie przekazana do innej prokuratury, by zapewnić bezstronność - przekazał reporter Radia ESKA Bydgoszcz. Zlecona została sekcja zwłok 44-latka.
Sprawą zajęło się również Biuro Spraw Wewnętrznych. Nasi dziennikarze porozmawiali z rodziną Łukasza B.
- To był bardzo dobry człowiek, ale bardzo chory. To jego siostra zadzwoniła na policję. To działo się przed domem. On miał nóż w ręku. Między policjantką, a nim było pięć metrów. Ona strzeliła w klatkę, a nie w nogi. Szkoda - powiedziała "Super Expressowi" poruszona ciocia mężczyzny.
Do sprawy będziemy wracać w "SE". Rodzinie zmarłego składamy wyrazy współczucia.