Szymon trzyma w ramionach swoje dwie córeczki. Zuzia ma 2,5 roku, Różyczka zaledwie pół roku. To właśnie rodzina jest dla niego największą motywacją do walki z chorobą.
Mam dla kogo żyć. Pragnę tylko jednego: być przy Zuzi i Róży, kiedy będą odkrywać świat – pisze Szymon na stronie zbiórki.
Mężczyzna zmaga się z agresywnym i nieprzewidywalnym nowotworem mózgu. Kiedy usłyszał diagnozę, jego życie zmieniło się w jednej chwili.
Guz wielkości mandarynki. Potem kolejne operacje
Szymon dowiedział się, że w jego głowie rośnie guz wielkości mandarynki. Jak sam przyznaje, nikt nie jest przygotowany na usłyszenie słowa „nowotwór”, szczególnie gdy jest się młodym człowiekiem, który dopiero układa życie rodzinne.
Rozpoczęła się walka o zdrowie i życie. Szymon przeszedł skomplikowaną operację, a później kolejne trzy zabiegi, które były konieczne z powodu groźnego zakażenia gronkowcem złocistym.
Usunięto mu fragment kości czaszki. Wszczepiono protezę, którą później trzeba było ponownie wyjąć. To doświadczenie, jak pisze Szymon, pozostawiło w nim ślad na zawsze.
Jednak nawet po zakończeniu leczenia operacyjnego nie może spokojnie odetchnąć. Największym źródłem strachu pozostaje możliwość wznowy nowotworu.
Nowa diagnoza dała nadzieję
Dzięki wcześniejszemu wsparciu Szymon mógł przejść specjalistyczne badania genetyczne. Okazało się, że ze względu na specyficzną budowę pooperacyjną mózgu i otwartą komorę nie mógł zostać zakwalifikowany do terapii Nanotherm.
Pojawiła się jednak także ważna wiadomość. Według najnowszej klasyfikacji nowotworów jego rozpoznanie to astrocytoma IDH-mutant, CNS WHO grade 4. Dla Szymona oznacza to nadzieję na lepsze rokowanie.
Choroba nadal pozostaje jednak poważnym zagrożeniem. Szymon chce być przygotowany na sytuację, w której nowotwór ponownie zaatakuje albo pojawią się nowe możliwości leczenia.
„Nie chcę być dla nich tylko wspomnieniem”
Szymon wie, dla kogo walczy. Chce zobaczyć pierwsze słowa Różyczki, być przy Zuzi, kiedy będzie stawiać kolejne kroki w życiu. Marzy o zwyczajnych, rodzinnych chwilach – nauce jazdy na rowerze, wspólnych porankach, przytulaniu córek i ocieraniu łez po dziecięcych upadkach.
Nie chcę być dla nich tylko wspomnieniem z opowieści mamy. Moje córeczki potrzebują taty z krwi i kości, który ich obroni i zawsze przy nich będzie – pisze.
Nowoczesne metody leczenia, w tym immunoterapia i zaawansowana diagnostyka molekularna, dają nadzieję, ale – jak wskazuje Szymon – są bardzo kosztowne i nierefundowane. Dlatego zbiera środki na dalszą diagnostykę oraz możliwość szybkiego skorzystania z nowoczesnego leczenia, jeśli będzie ono potrzebne.
Dziś każdy wspólny dzień jest dla niego bezcenny. Śmiech córeczek, wspólne śniadanie czy uścisk ich małych rączek nabrały zupełnie innego znaczenia.
Z całego serca dziękuję za dotychczasowe wsparcie i zaufanie. I raz jeszcze, jako ojciec i mąż, błagam Was o pomoc. Pomóżcie mi zebrać środki na dalszą diagnostykę i nowoczesne leczenie. Dajcie mi szansę, bym mógł patrzeć, jak moje córeczki dorastają... – apeluje Szymon.