Tam czas płynie wolniej. Odwiedziliśmy Kozią Dolinę i zakochaliśmy się od pierwszego "mee"

Czasem wystarczy kilkadziesiąt minut z dala od miasta, by przypomnieć sobie, jak dobrze robi kontakt z naturą. W niedzielę, 14 czerwca, odwiedziliśmy Kozią Dolinę w Ojrzanowie. Choć pogoda nie zachęcała do wycieczek, właśnie dzięki temu mogliśmy niemal sami cieszyć się towarzystwem ponad 200 niezwykle ciekawskich i przyjaznych kóz. To było doświadczenie, które na długo zostanie w naszej pamięci.

Już po przekroczeniu bramy wiedzieliśmy, że trafiliśmy do miejsca wyjątkowego. Zamiast zgiełku miasta słychać było jedynie beczenie kóz, śpiew ptaków i rozmowy odwiedzających. Kilka chwil później otoczyło nas pierwsze stado. Kozy podchodziły bez cienia strachu, zaglądały do kieszeni, delikatnie szturchały nosami i wyraźnie domagały się głaskania.

Nie było w nich ani odrobiny agresji. Wręcz przeciwnie – każda zdawała się ciekawa człowieka i chętna do kontaktu. Trudno było przejść kilka metrów, by nie zatrzymać się przy kolejnej rogatej mieszkance gospodarstwa.

Pogoda tego dnia była kapryśna. Nad Ojrzanowem co chwilę pojawiały się ciemniejsze chmury, dlatego odwiedzających było znacznie mniej niż zwykle. Jak usłyszeliśmy na miejscu, to prawdziwa rzadkość. W każdy weekend Kozią Dolinę odwiedzają całe rodziny z dziećmi, które przyjeżdżają tu po prostu spędzić czas wśród zwierząt.

To właśnie jedną z takich rodzin spotkaliśmy podczas naszej wizyty.

Nie ma nic lepszego niż obcowanie z naturą – powiedziała nam pani Kasia, która do Koziej Doliny przyjechała z dziećmi.

Trudno się z nią nie zgodzić. Dzieci z ogromnym zainteresowaniem głaskały zwierzęta, śmiały się, gdy kozy próbowały podgryzać sznurówki albo zaglądały do wózka. Dorośli na chwilę zwalniali tempo, odkładali telefony i po prostu byli tu i teraz.

Kozia Dolina to jednak znacznie więcej niż miejsce weekendowych spacerów. Gospodarstwo liczy dziś ponad 200 dorosłych kóz oraz około 60 koźlątek. Właściciele, Mariusz Antczak i Anna Lisowska, postawili na produkcję i przetwórstwo koziego mleka, rozwijanie turystyki kulinarnej i zapraszanie gości, którzy mogą nie tylko obserwować zwierzęta, ale również je pogłaskać czy przytulić. 

Jak usłyszeliśmy od właścicielki gospodarstwa, każdy odwiedzający może zostać opiekunem wybranej kózki. Jeśli zwierzę nie zostało wcześniej zaadoptowane, można zostać jego symbolicznym właścicielem i wspierać jego utrzymanie.

To nie jedyny plan gospodarzy. Marzeniem Pana Mariusza jest powiększenie stada do około 500 kóz. Wszystko jednak odbywa się zgodnie z zasadami zrównoważonego rolnictwa. Zwierzęta nie są nadmiernie eksploatowane, mają zapewniony czas na odpoczynek i regenerację, a co najważniejsze – gwarancję spokojnego dożywocia w gospodarstwie.

Przy tak dużym stadzie pracy nie brakuje. Na co dzień przy kozach i obsłudze gości pracują cztery osoby na stałe oraz kolejne cztery dorywczo.

Wyjeżdżając z Koziej Doliny mieliśmy jedno wrażenie – to miejsce działa jak najlepsza terapia. Bez pośpiechu, bez ekranów i bez hałasu. Jest za to natura, ciekawskie kozy i ludzie, którzy pokazują, że gospodarstwo może być nie tylko miejscem pracy, ale także przestrzenią, do której chce się wracać. My z pewnością jeszcze tam zajrzymy.

Więcej na temat Koziej Doliny znajdziecie TUTAJ.

Kozi raj pod Bydgoszczą. To miejsce podbija serca całych rodzin

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki