Zduny. Przemoc wobec podopiecznych w Domu Pomocy Społecznej?

i

Autor: SHUTTERSTOCK, PIXABAY Zduny. Przemoc wobec podopiecznych w Domu Pomocy Społecznej?

Horror za murami DPS-u?

Zduny. Przemoc wobec podopiecznych w Domu Pomocy Społecznej? "To więzienie, psychiatryk"

2022-08-01 21:35

Przemoc fizyczna i seksualna, faszerowanie lekami i okradanie podopiecznych z pieniędzy. Lista zarzutów wobec Domu Pomocy Społecznej w Zdunach (woj. wielkopolskie) jest bardzo długa. Byli pracownicy DPS-u spisali zarzuty i powiadomili o tym różne instytucje. Ośrodek jest własnością Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo. – Nie ma tam miłosierdzia – mówią byłe pracownice. Podopieczni nazywają to miejsce "psychiatrykiem" lub "więzieniem". Materiał programu "Uwaga!" TVN.

Dramat podopiecznych DPS-u w Zdunach. Bicie i kaftan bezpieczeństwa

W DPS-ie w Zdunach przebywa 70 osób w różnym stopniu upośledzenia i przedziale wiekowym. To zarówno przedszkolaki, jak i seniorzy. Przed kamerami TVN wypowiedział się 25-letni mężczyzna, wieloletni podopieczny DPS w Zdunach. Chce zachować anonimowość. – Nie dość, że miałem w domu przemoc, to jeszcze tutaj jest przemoc – przyznaje mężczyzna. – Podobno nie wytrzymywali ze mną emocjonalnie i byłem ładowany w pasy i kaftan. Zapinały mnie w to siostry i panie – wspomina mężczyzna i dodaje, że obecnie mieszkańcy ośrodka zapinają w pasy innych. Rozmówca "Uwagi" wie, że nie powinien tak robić, ale boi się konsekwencji. – Jeśli odmówię, to na pewno będę miał karę.

"Uwaga!" skontaktowała się też z byłymi pracownicami DPS-u w Zdunach. – Ten dom to jest bardzo dobre miejsce, żeby nauczyć się tego, jak nie powinna wyglądać praca pracownika socjalnego – mówi przed kamerami TVN pani Urszula.

Na rozmowę z "Uwagą!" zdecydowała się też matka jednego z podopiecznych DPS-u w Zdunach. – Do dzisiaj nie widziałam całościowych warunków w tym miejscu. Widziałam tylko dół całego budynku, czyli świetlicę, toaletę i korytarz, a dalej nie zostałam wpuszczona. Twierdzą, że mają takie zasady, że nie pokazują pokojów – opowiada w "Uwadze!" pani Aldona. Kobieta rozmawia z synem na temat sytuacji w ośrodku. Chłopiec przyznał, że był bity. Wskazał nawet jedną z opiekunek. Pani Aldona próbowała interweniować u dyrektorki DPS-u. Kobieta usłyszała, że może zabrać syna z placówki, jeśli nie jest zadowolona.

ZOBACZ TEŻ: Samochód na drzewie, a kierowcy brak! Zaskakujący wypadek pod Piłą

Co działo się z murami DPS-u w Zdunach?

– [Mieszkańcy DPS-u] żeby dostać rano telefon, musieli wykonać prace porządkowe. Dostawali wiadro i mop i mieli posprzątać korytarz czy łazienkę. Na dostanie czegoś, trzeba zapracować. Czy to dobra metoda wychowawcza w przypadku dorosłych mężczyzn? – zastanawia się pani Joanna, jedna z byłych pracownic DPS-u. Kobieta dodaje, że telefony podopiecznych trafiały na dyżurkę, a tam miały być czytane prywatne wiadomości podopiecznych.

Pracownice zwróciły uwagę m.in. na to, że podopieczni byli stale zamykani w ośrodku. – Sami chłopacy przychodzili i mówili, że czują się tam jak w więzieniu, bo gdy przyszła siostra dyrektor, to oni nie mogą iść nawet do sklepu po kawę – wspomina pani Urszula. Inna z pracownic dodaje, że w ośrodku nie ma logopedy, ponieważ - jak stwierdziła dyrektor placówki - "jest niepotrzebny". To samo było z psychologiem.

Pani Urszula wspomina też, że wydawano prywatne pieniądze podopiecznych. – Z pieniędzy mieszkańców było kupowane wyposażenie biura, papier do drukarki, krzesła ogrodowe, łóżka medyczne z szafkami. Za łóżko wychodziło około 4 tys. zł. Był chłopiec, z którego konta zostały na to ściągnięte pieniądze, ale on na tym łóżku nie spał – wspomina kobieta.

CZYTAJ TAKŻE: Poznań. Samochód wypadł z jezdni. Nie żyje kierowca!

Dzieci były wykorzystywane seksualnie? "Faszerowano ich lekami"

Wszystkie zastrzeżenia pracownice miały wielokrotnie zgłaszać dyrektorce DPS-u i zgromadzeniu prowadzącemu placówkę. Twierdzą, że zmuszano je do preparowania dokumentów i utrzymywania fikcji. Pani Aldona czas rehabilitacji jej syna w ośrodku uważa za "stracony".

Zauważyłam już pogorszenie mowy. W domu syn miał 6 godzin logopedy w tygodniu, a teraz ma tyle co w szkole – opowiada pani Aldona. Kobieta zauważyła, że jej dziecko jest "nafaszerowane lekami". – Nie mówię, że nie brał ich w domu, bo jest od dawna na lekach, ale w domu starałem się modyfikować te dawki. A tam każdy chce, żeby był spokój, więc dawki są spore – oburza się pani Aldona.

Słowa matki potwierdza jeden z podopiecznych DPS-u w Zdunach. – Próbują uspokoić nas tabletkami. Jak nie wezmę leków, to pójdę w pasy. [...] Powoli ten DPS staje się jak psychiatryk. I ja też tak się czuję. W DPS-ie czuję się jak w więzieniu, ale sąd też tego nie rozumie – ubolewa jeden z mieszkańców. Jego zdaniem w ośrodku dochodzi też do przemocy seksualnej.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Śmierć na przystanku autobusowym. Dramat pod Kaliszem

"Miłosierdzie? Tylko na pokaz"

Zarzuty byłych pracowników DPS-u zostały spisane i przesłane do różnych instytucji. List wysłano m.in. do urzędu wojewódzkiego, urzędu miasta, centrum pomocy rodzinie czy Rzecznika Praw Obywatelskich. Dyrektor ośrodka nie chciała rozmawiać z reporterami "Uwagi!".

Sprawą DPS-u w Zdunach zajmuje się prokuratura. Dom jest własnością Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo. – Siostry miłosierdzia? Jeszcze nigdy nie widziałam miłosierdzia z ich strony, a jeśli jest, to tylko na pokaz – kwituje jedna z pracownic.

PRZECZYTAJ TEŻ: Śrem. Na mężczyźnie zapaliło się ubranie! Wcześniej wzniecił pożar?

Sonda
Czy zakonnice powinny zajmować się pomocą w ośrodkach pomocy społecznej?
Pogrzeb Oliwierka, syna Jakuba Rzeźniczaka.