Spis treści
- Potrącony wilk konał w mrozie. Weterynarze niedostępni, procedury niejasne
- Policja zabezpieczała miejsce, ale nie mogła pomóc. "Nie jesteśmy weterynarzami"
- Brak jasnych procedur i przerzucanie odpowiedzialności. Czy wilk doczekał pomocy?
- Apel o zmianę systemu. "Cierpienie chronionych zwierząt nie może trwać godzinami"
Potrącony wilk konał w mrozie. Weterynarze niedostępni, procedury niejasne
O dramatycznej sytuacji poinformowała Polską Agencję Prasową dr hab. Sabina Nowak, prof. Uniwersytetu Warszawskiego, ekspertka od ochrony wilków. Jak relacjonowała, mimo jej usilnych starań i interwencji policji, przez wiele godzin nie udało się znaleźć weterynarza, który mógłby pomóc zwierzęciu.
„Jest godz. 1:20 w nocy. Od dwóch godzin próbuję z policjantami z Czaplinka pomóc młodemu wilkowi potrąconemu przez samochód. Wilk ma złamany kręgosłup i totalnie bezwładne tylne kończyny”
– pisała prof. Nowak w mailu do redakcji PAP.
Z relacji ekspertki wynika, że lekarz weterynarii, po obejrzeniu nagrań wideo, stwierdził, że wilka nie da się uratować. Jednak uśmiercenie zwierzęcia również okazało się niemożliwe, ponieważ żaden z weterynarzy w Czaplinku nie odbierał telefonu, a gmina nie miała podpisanej umowy na takie sytuacje. Powiatowy Lekarz Weterynarii w Drawsku Pomorskim, Tadeusz Klima, miał z kolei stwierdzić, że sprawa nie leży w jego kompetencjach.
„Wilk czołga się po poboczu przy minus 12 stopniach, a patrol policji go pilnuje, bo taki dostał rozkaz. Dyżurny policjant w Drawsku Pomorskim wydzwania do lekarzy weterynarii w całej okolicy – bezskutecznie. A ja nic nie mogę zrobić, bo jestem 720 km od tego wilka”
– relacjonowała prof. Nowak.
Policja zabezpieczała miejsce, ale nie mogła pomóc. "Nie jesteśmy weterynarzami"
Na miejscu zdarzenia przez wiele godzin obecni byli funkcjonariusze policji. Zabezpieczali oni zwierzę, pilnując, by nie weszło na jezdnię i nie spowodowało zagrożenia. Jednak, jak podkreślali, nie mają kompetencji do oceny stanu zwierzęcia ani do podejmowania decyzji o ewentualnym skróceniu jego cierpienia.
- Jeżeli zwierzę jest pod ścisłą ochroną, to musi przyjechać lekarz weterynarii, który stwierdzi, czy się nadaje do leczenia, czy nie – mówił dyżurny policji w rozmowie z PAP. - My nie jesteśmy weterynarzami. Nie możemy na podstawie spojrzenia czy filmiku decydować, czy zwierzę ma szanse przeżyć.
Brak jasnych procedur i przerzucanie odpowiedzialności. Czy wilk doczekał pomocy?
Sprawa potrąconego wilka z Czaplinka ujawniła brak jasnych procedur dotyczących postępowania w sytuacjach kryzysowych z udziałem dzikich zwierząt. Z relacji przedstawicieli różnych instytucji wynika, że istnieje problem z dostępnością weterynarzy, szczególnie w godzinach nocnych. Umowy między gminami a lekarzami są często niejasne, a odpowiedzialność za los zwierząt przerzucana jest między powiatem, gminą, policją i służbami weterynaryjnymi.
- Powinienem wykonać jeden albo dwa telefony i ta sprawa powinna się skończyć. Tak jest z żubrami – dzwonimy i przyjeżdżają. A tu – nic – mówił dyżurny straży pożarnej, który również próbował pomóc w znalezieniu weterynarza.
Do momentu zakończenia nocnych rozmów nie było jasne, czy któremukolwiek z lekarzy udało się dotrzeć na miejsce przed świtem. Nie wiadomo również, czy młody wilk doczekał się pomocy i w jakim stanie był, gdy w końcu ktoś się nim zajął.
Apel o zmianę systemu. "Cierpienie chronionych zwierząt nie może trwać godzinami"
Eksperci zajmujący się ochroną dzikich zwierząt alarmują, że sytuacja z Czaplinka nie jest odosobniona. Brak całodobowych dyżurów weterynaryjnych, niejasne umowy i przerzucanie odpowiedzialności sprawiają, że cierpienie chronionych zwierząt może trwać godzinami, bez możliwości podjęcia decyzji zgodnej z prawem i zasadami humanitaryzmu.
Sprawa potrąconego wilka z Czaplinka powinna być impulsem do zmiany systemu opieki nad dzikimi zwierzętami w Polsce. Konieczne jest wprowadzenie jasnych procedur, zapewnienie całodobowego dostępu do weterynarzy oraz skoordynowanie działań wszystkich służb odpowiedzialnych za ochronę zwierząt.