Aleksander Miszalski ujawnia plan na referendum. Liczy na niską frekwencję w Krakowie
Wtorek tuż po świętach, 7 kwietnia, okazał się w Krakowie dniem pełnym politycznych emocji. Komisarz wyborczy oficjalnie ogłosił, że inicjatorzy odwołania prezydenta miasta zgromadzili wymaganą liczbę ważnych podpisów. Znamy już datę referendum dotyczącego pozbawienia stanowiska Aleksandra Miszalskiego i odwołania rady miejskiej – głosowanie zaplanowano na niedzielę, 24 maja. Aby wynik w przypadku włodarza był wiążący, do urn musi pójść co najmniej 158 555 uprawnionych mieszkańców.
Urzędujący prezydent Krakowa szybko zareagował na wyznaczenie terminu głosowania. Aleksander Miszalski nakreślił plan działania na najbliższy czas. Wiemy już, że będzie on namawiał swoich sympatyków do zignorowania referendum, aby nie dopuścić do osiągnięcia wymaganego progu frekwencji. Taka strategia z góry zakłada, że większość głosujących opowie się przeciwko niemu. Otwartym pytaniem pozostaje jednak to, czy inicjatorom referendum uda się zachęcić do udziału wystarczającą liczbę Krakowian, by wynik okazał się ważny.
"Od pierwszego dnia kadencji mówiłem jasno - chcę być rozliczany z efektów mojej pracy dla Krakowian. Dziś prowadzimy w Krakowie wiele ważnych zmian: inwestycje w transport, szkoły, bezpieczeństwo, przestrzeń publiczną. To proces, który wymaga czasu i konsekwencji. Wierzę, że Kraków zasługuje na stabilność, odpowiedzialność i dokończenie rozpoczętych działań. Dlatego każdego dnia w tych najbliższych 7 tygodniach będę się starał przekonać Was, że warto pozwolić mi dokończyć kadencję i wtedy zdecydować co dalej. Referendum w sprawie odwołania zawsze mobilizuje przeciwników. Tak działa ten system. Dlatego jeśli uważacie, że powinienem dokończyć kadencję, w dniu referendum zostańcie w domu. Naszym zwycięstwem będzie niska frekwencja w referendum i wysoka w dniu każdych wyborów. Ostateczna decyzja - jak zawsze - należy do Was" - napisał na Facebooku prezydent Krakowa Aleksander Miszalski.