Dorota wyszła odebrać córeczkę ze szkoły, na poboczu została zmieciona przez auto. Sąd Najwyższy zajmie się prokuratorką

2026-03-10 17:13

Rok i trzy miesiące czeka na sprawiedliwość rodzina śmiertelnie potrąconej przez prokuratorkę Doroty Bejgier († 28 l.) z Sieniczna pod Olkuszem. 28 listopada 2024 r. doszło do wypadku na DK 94. Młoda kobieta została potrącona przez samochód i zmarła. Okazało się, że kierowcą auta była Magdalena Z. - prokuratorka z Sosnowca.

  • Do śmiertelnego wypadku doszło 28 listopada 2024 r. w Sienicznie pod Olkuszem. Prokuratorka z Sosnowca, Magdalena Z., potrąciła 28-letnią Dorotę Bejgier, która szła odebrać 7-letnią córkę ze szkoły.
  • Mimo że od wypadku minęło 15 miesięcy, kierująca autem prokuratorka do tej pory nie poniosła żadnej odpowiedzialności, ponieważ chroni ją immunitet.
  • Na 8 kwietnia zaplanowano posiedzenie w Sądzie Najwyższym, na którym ma zapaść decyzja o uchyleniu immunitetu sprawczyni wypadku.

Dorota zginęła potrącona przez samochód. Sąd Najwyższy zajmie się prokuratorką

Jak się dowiedział "Super Express", dopiero na 8 kwietnia zostało zaplanowane posiedzenie w Sądzie Najwyższym, na którym zapadnie decyzja o uchyleniu immunitetu prokuratorki podejrzewanej o spowodowanie wypadku. Od tragicznego zdarzenia, w którym zginęła młoda kobieta, minęło właśnie 15 miesięcy. – W każdym przypadku prokuratora czy sędziego Sąd Najwyższy musi podjąć decyzję o uchyleniu immunitetu. Tak jest także i w tym przypadku – tłumaczy prokurator prowadząca sprawę Oliwia Brożek Michalec. Posiedzenie zaplanowano na 8 kwietnia.

Dorota miała zaledwie 28 lat. Wraz z narzeczonym wychowywała 7-letnią córeczką, która właśnie zaczęła naukę w pierwszej klasie. To właśnie po małą Maję Dorota szła do szkoły, by ją odebrać po skończonych lekcjach. Dom w którym Dorota wraz z rodziną mieszkała znajduje się na uboczu Sieniczna, przy ruchliwej drodze Kraków–Olkusz DK 94.

Wnuczka szła poboczem, by dojść do chodnika musiała przejść kawałek, może kilkadziesiąt metrów. Wypadek wydarzył się niemal przed domem. Dorotę dosłownie zmiotło z powierzchni jezdni, przeleciała chyba kilkanaście metrów i upadła po drugiej stronie ulicy. Siła uderzenia musiała być duża. Dorotka szła poboczem drogi, nawet nie zdążyła dojść do chodnika – mówi w rozmowie z "Super Expressem" Kazimiera, babcia Doroty.

Teraz to ona próbuje zastąpić 7–letniej Mai mamę. Ale to niemożliwe. – Prawnuczka tak bardzo płakała po śmierci mamy, były bardzo ze sobą związane. A teraz... – rozkłada bezradnie ręce. Żal rodziny dodatkowo zwiększa fakt, że kobieta kierująca samochodem, który potrącił Dorotę, do tej pory nie poniosła żadnej odpowiedzialności.

Wypadek w Sienicznie koło Olkusza
Sonda
Co jeszcze można zrobić, by wypadków na polskich drogach było mniej?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki