Magdalena przez 30 lat nie opuszczała mieszkania. "Żałuję, że tak się to potoczyło". Rozmawialiśmy z ojcem kobiety

2026-06-03 5:00

Przez trzy dekady trzymał córkę zamkniętą w czterech ścianach, dziś żałuje! Super Express rozmawiał z ojcem 51–letniej Magdaleny K., z Krakowa, która przez 30 lat nie opuszczała mieszkania. Kobieta nie istniała dla systemu, nie miała dowodu osobistego, nigdy nie była u lekarza, nie wychodziła do sklepu ani nie spotykała się ze znajomymi. Mało tego! Nawet najbliżsi sąsiedzi nie wiedzieli, że Magda mieszka za ścianą.

To sprawa, której nie da się pojąć ludzkim rozumem ani nawet starać się zrozumieć. Na jednym z krakowskim osiedli na Woli Duchackiej, w 63 metrowym mieszkaniu przez 30 lat była zamknięta 51–letnia dziś kobieta. Mieszkała wraz z rodzicami Kazimierzem i Krystyną, dziś to są ludzie w podeszłym wieku oraz z rodzeństwem. 6–osobowa rodzina na pozór żyła zupełnie normalnie.

Chodziła do szkoły podstawowej, a potem...

To cisi spokojni ludzie, nigdy nie było słychać z ich mieszkania odgłosów awantur. Mijaliśmy się na klatce schodowej, mówiliśmy sobie "dzień dobry". Wychowywali 4 dzieci: dwóch synów i dwie dziewczyny. Najstarszą z nich Magdę pamiętam jako nastolatkę. Chodziła do szkoły podstawowej w okolicy, potem przestałam ją widywać. Zauważyliśmy, że miała problemy ze zdrowiem. Byliśmy przekonani, że zamieszkała w jakimś ośrodku i tam ma opiekę. To było dla nas oczywiste. Nawet przez myśl nam nie przeszło, że może przez te wszystkie lata mieszkać za ścianą – mówi sąsiadka rodziny pani Grażyna.

Czytaj też: Dzieci umierały w męczarniach, z głodu i zimna. "Tak krótko żyliśmy, a tak żyć chcieliśmy"

Rodzina K. była postrzegana jako spokojna: Kazimierz K. (75 l.) pracował w szkole jako nauczyciel W–F -u. – Dziś jest emerytem, ale w tamtych czasach nauczyciel był to szanowany, wykształcony człowiek. Jego żona także pracowała w szkole, w sekretariacie – mówi Super expressowi osoba znająca rodzinę. Najstarszym ich dzieckiem była Magdalena, urodzona w 1975 roku. Rok później urodził się jej brat, a w 1980 roku przyszła na świat siostra. Ostatnie dziecko w rodzinie K. urodziło się w 1990 roku, dziś jest ubezwłasnowolnione, z powodu problemów zdrowotnych.

Magdalena K. Przez 30 lat nie opuszczała mieszkania

i

Autor: Art Service/Super Express

"Na początku było normalnie"

Na początku było normalnie, jeździliśmy na wakacje, na jakieś obozy – opowiada w rozmowie z Super Expressem Kazimierz K. ojciec Magdaleny. Tłumaczy, że jego głównym zadaniem w rodzinie było zapewnienie utrzymania całej gromadzie, pokazuje na płytki na podłodze, które lata temu sam ułożył. Nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, dlaczego jego najstarsza córka przez 30 lat nie opuszczała mieszkania. Mówi, że po zakończeniu szkoły podstawowej Magda nie chciała dalej się uczyć, przestała wychodzić z domu, nie rozpoczęła nauki w szkole średniej i zaczęła stronić od ludzi.

– Nie chciała wychodzić z domu, nie chciała się spotykać z nikim. Ona zakładała sobie na głowę różne rzeczy, brała do ust włosy i je żuła – mówi. Jednak ani ojciec ani matka nigdy nie zabrali jej do lekarze, nie zrobili diagnostyki, nie podawali żadnych leków.

Jadła, miała apetyt, nie chorowała, więc nie chodziliśmy nigdzie z nią – dodaje Kazimierz K. Jego córka nie miała ani własnych pieniędzy ani telefonu. W mieszkaniu był jedynie stacjonarny, ale ojciec go odłączył, bo Magda za dużo z niego dzwoniła. Gdy jej dowód się przeterminował nie wyrobili córce nowego. Magda nie istniała dla świata. – Na ich balkonie rosły gęste kwiaty, nie było nic widać – mówią sąsiedzi.

Kartki z prośbą o pomoc

Dla nich było oczywiste, że kobieta przebywa w jakimś ośrodku. Dlatego jakież było ich zdziwienie, gdy kilka tygodni temu na balkonie poniżej mieszkania rodziny K. zaczęły pojawiać się kartki zwinięte w kulę, na których koślawym pismem ktoś informował, że potrzebuje pomocy. Na jednej było napisane: "ratunku, policja, córka". Sąsiedzi nie zbagatelizowali ich i zaczęli działać. Najpierw zawiadomili policję, ale interwencja nie doszła do skutku. Którejś nocy do drzwi sąsiadów zapukała Krystyna K. Według ich relacji kobieta prosiła o dyskrecję i pomoc dla swojej córki Magdy.

 – To wtedy zrozumieliśmy, że ona jest w środku i była tam przez te wszystkie lata. To wydawało się wręcz niemożliwe, ale tak było – mówi sąsiadka rodziny K. Następnego dnia do drzwi zapukały pracownice MOPS–u powiadomione przez sąsiadów. Kazimierz K. nie wpuścił ich do środka, twierdził, że Magda nie mieszka z rodzicami. Ale kobiety zauważyły drzwi zamknięte na klucz i wróciły z policją. Jak wynika z relacji 51–letnia Magdalena była w strasznym stanie, niemal łysa, bo wyrwała sobie włosy i je jadła; bezzębna, jak potem tłumaczył jej ojciec "zęby jej wypadły". Kobieta została przewieziona do szpitala, gdzie przeszła pilną operację brzucha. Obecnie przebywa cały czas w szpitalu. Kazimierz K. (75 l.) zgodził się porozmawiać z dziennikarką Super Expressu.

Ojciec Magdaleny: "Żałuję, że tak się to potoczyło"

Ja w życiu nie podniosłem ręki na żonę. Nie jestem jakimś pijakiem. Robiłem wszystko, żeby mieli dobrze. Córka była zaniedbana i biorę tę winę na siebie. Żałuję, że tak się to potoczyło. Teraz zrobiłbym inaczej. Ja im chce zapewnić opiekę. Widziałem się na początku z córką w szpitalu, ale teraz mnie do niej nie wpuszczają – mówi pan Kazimierz. Prokuratura prowadzi postępowanie. Do sprawy będziemy wracać.

Kraków: winda spadła z pasażerka w środku

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki