- W czerwcu i lipcu 2011 roku Kraków został sterroryzowany przez "Rurabombera", Rafała K., który podłożył cztery bomby domowej roboty na ulicach Jeleniogórskiej, Siarczanej, Skarzyńskiego i Krymskiej.
- W wyniku eksplozji rannych zostało sześć osób, w tym nauczycielka z synem, co wywołało panikę i histerię wśród mieszkańców miasta.
- Rafał K. działał pod wpływem ciężkiej choroby psychicznej, wierząc, że atakuje "podstawionych ludzi", którzy mieli go niszczyć, a jego wcześniejsza działalność obejmowała dewastację samochodów i podpalenia.
- Sprawca został ujęty w lipcu 2011 roku, a sąd umorzył postępowanie karne ze względu na jego całkowicie zniesioną poczytalność, umieszczając go w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym.
Rurabomber siał grozę w Krakowie. Eksplozje wstrząsnęły miastem
29 czerwca 2011 r. miastem wstrząsnęły dwie eksplozje. Jedna przy ul. Jeleniogórskiej, a druga przy ul. Siarczanej. Ranne zostały trzy osoby: nauczycielka z synem oraz młody mężczyzna. 14 lipca 2011 r. wybuchła skrzynka pozostawiona na klatce schodowej bloku przy ul. Skarzyńskiego. Ranni zostali 35-letni mężczyzna, który trafił do szpitala oraz kobieta. Ona miała więcej szczęścia, nie wymagała hospitalizacji. Trzy dni później wybuchła czwarta bomba, tym razem przy ul. Krymskiej. 65-letni mężczyzna trafił do szpitala z ranami nóg. W Krakowie zapanowała prawdziwa histeria. Za informacje pomocne w ujęciu rurabombera policja wyznaczyła nagrodę w wysokości 30 tys. zł. Śledczy stworzyli i upublicznili portrety pamięciowe podejrzanego.
Rurabomberem był Rafał K. Mija właśnie 15 lat od czasu, gdy terroryzował miasto. Udało nam się przejrzeć 40 tomów akt tej sprawy. Już wiemy, czym się kierował siejąc strach i zniszczenie.
Najpierw w mieście podrzucał ulotki, potem zaczął niszczyć samochody, niektóre podpalał, w innych wiercił dziury i wlewał do środka śmierdzące substancje, w końcu zaczął podkładać bomby. Co nim powodowało?
Z akt wynika, że miał na koncie próbę włamanie do domu w Oświęcimiu i został za to skazany na rok więzienia w zawieszeniu. Karę mu odwieszono i w 2005 r. zaczął ją odbywać w krakowskim areszcie śledczym Kraków Podgórze przy ul. Czarnieckiego. Jego choroba psychiczna wtedy się ujawniła.
Amfetamina była w rybie?
– Na kolację dostaliśmy rybę, ale czułem, że jest w niej amfetamina - zgłosił strażnikowi więziennemu. Po tych słowach trafił na konsultacje do psychiatry, a po kilku tygodniach przedterminowo zwolniono go do domu. Już na wolności był przekonany, że kręcą się koło niego „podstawieni ludzie”. Rafał K. był przekonany, że wysyłał ich Jerzy D., dyrektor aresztu z ul. Czarnieckiego, „który go niszczy”. Choroba się nasilała, 39-latek stał się bardziej aktywny w swojej przestępczej działalności. Potrafił jednego dnia zdewastować 28 aut, dokonał też 10 podpaleń. Czyny były popełniane na szkodę osób, które „zdemaskował jako podstawione”.
Korzystając z informacji z Internetu zaczął konstruować bomby i podkładał je osobom, które uważał za „podstawione” i takie, które wysyłał do niego Jerzy D. Cudem nikt nie zginął, ale pokrzywdzeni po eksplozjach trafiali do szpitala z obrażeniami twarzy, poparzeniami, uszkodzonymi oczami, ranami rąk i nóg. Konstruowane przez niego bomby rurowe były wypełnione gwoździami.
W garażu przy ul. Jeleniogórskiej podłożył bombę i przykrył ją workiem foliowym. Ładunek miał zapalnik, który uruchamiał się przy zdjęciu worka. Zostawił tam ulotkę o treści „postaw się jeszcze raz i nie oglądaj za siebie”. Wzięty na cel mężczyzna został ranny.Bombę pod dom przy ul. Siarczanej Rafał K. podłożył dlatego, że jego gospodarz jeździł autem, w którego rejestracji były cyfry 606. Uznał, że ten człowiek też jest „podstawiony”. Wybuch nastąpił, gdy mężczyzna podszedł ze swoją matką do ładunku przykrytego czarnym workiem. Siła eksplozji przewróciła obie osoby, ich ubranie zaczęło się palić. Przy ul. Skarżyńskiego przymocował ładunek silikonem do ściany koło mieszkania kolejnego „podstawionego”. Eksplozja była słabsza, ale ranny i tak trafił do szpitala.
Rafał K. wpadł w lipcu 2011 r. Prokuratura postawiła mu w sumie 30 zarzutów. Oprócz konstruowania i doprowadzenia do wybuchów ładunków, które zagrażały zdrowiu i życiu wielu osób także zarzuty podpaleń, których dokonywał od listopada 2010 do lipca 2011 r. Aby wzniecić ogień, mężczyzna podrzucał ludziom urządzenia zapalające, konstruowane na bazie butli gazowych. 13 zarzutów dotyczyło uszkodzenia w sumie 47 samochodów, które zdewastował między majem 2008 r. a sierpniem 2010 r. Zniszczył też drzwi garaży, uszkodził budynek sklepu. Łączne straty spowodowane działalnością bombera sięgały prawie miliona złotych.
Krakowski sąd nie miał wątpliwości, że są podstawy, aby umorzyć postępowanie karne wobec Rafała K. Powód? Mężczyzna dokonał czynów, mając całkowicie zniesioną poczytalność. Sąd umieścił go w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym, bo - zdaniem biegłych - „istnieje realne i wysoce prawdopodobne niebezpieczeństwo, że na wolności mężczyzna dalej się będzie dopuszczał podobnych czynów".
Tekst: Artur Drożdżak