Spis treści
- Według badania zrealizowanego przez Ogólnopolską Grupę Badawczą do urn w ramach krakowskiego referendum udało się 33,4 proc. mieszkańców.
- Jeżeli te szacunki staną się faktem, stanowiska stracą prezydent Aleksander Miszalski i wszyscy miejscy radni.
- Do sondażowych rozstrzygnięć krótko odniósł się krakowski samorządowiec Łukasz Gibała.
Koniec prezydentury Aleksandra Miszalskiego? Wyniki exit poll wskazują na przełom w Krakowie
W stolicy Małopolski może dojść do gigantycznego wstrząsu na lokalnej scenie politycznej. Sondaż exit poll przygotowany przez Ogólnopolską Grupę Badawczą (OGB) pokazuje, że frekwencja referendalna osiągnęła poziom 33,4 proc. Taki rezultat oznacza przedterminowe wybory w Krakowie, ponieważ swoje stanowiska opuszczą Aleksander Miszalski oraz cały skład rady miasta. Warto przypomnieć, że prawo głosu miało 587 728 osób. Aby odwołać prezydenta, potrzeba było 158 555 głosów, czyli 26,98 proc. uprawnionych, natomiast usunięcie rady wymagało mobilizacji 179 792 wyborców, co stanowi 30,59 proc.
Zdecydowana większość osób biorących udział w niedzielnym głosowaniu opowiedziała się za przerwaniem kadencji Aleksandra Miszalskiego i radnych. Oficjalne komunikaty z ostatecznymi danymi zostaną prawdopodobnie opublikowane w poniedziałek, 25 maja w godzinach porannych.
Polecany artykuł:
Łukasz Gibała zabiera głos po referendum w Krakowie
Pierwsze, nieoficjalne informacje o wynikach głosowania nie umknęły uwadze Łukasza Gibały. Samorządowiec opublikował w mediach społecznościowych niezwykle krótki komunikat.
- Według sondażu Ogólnopolskiej Grupy Badawczej frekwencja wyniosła 33,4%. Jeśli te dane się potwierdzą, to zarówno Aleksander Miszalski jak i rada miasta zostaną odwołani. Ale spokojnie czekamy na oficjalne wyniki – napisał na Facebooku Łukasz Gibała.
Podczas ostatnich wyborów samorządowych wiosną 2024 roku Łukasz Gibała dotarł do drugiej tury, ulegając ostatecznie Aleksandrowi Miszalskiemu. Walka była jednak niezwykle zacięta i wyrównana. Obecny włodarz miasta przekonał do siebie 51,04 proc. głosujących, podczas gdy jego rywal zebrał poparcie na poziomie 48,96 proc. uprawnionych wyborców.