Przygarnął odrzucone drapieżniki. Usłyszał dziewięć zarzutów
Przed Sądem Rejonowym w Brzesku ruszył proces w sprawie "lwów i tygrysa". O sprawie pisaliśmy na łamach "Super Expressu". Łukasz Chamioło w sumie usłyszał dziewięć zarzutów. Prokuratura zarzuciła mu m.in nielegale przetrzymywanie zwierząt w nieodpowiednich warunkach oraz posługiwanie się dokumentacją z fikcyjną datą nabycia tygrysa. Pan Łukasz tłumaczył, że lwy, które mieszkają razem z nim zostały odrzucone przez matkę, dlatego postanowił je odchować.
Karmił je butelką i karmi do tej pory, zachowując ze zwierzętami niezwykłą więź. Z kolei tygrys jako mały kociak trafił do pana Łukasza z niemieckiego cyrku, bo został odrzucony przez stado, które wobec malucha stawało się agresywne.
Pan Łukasz ofiarą donosu
Przez lata zwierzęta mieszkały spokojnie na posesji mężczyzny, w solidnych klatkach. O sprawie zrobiło się głośno w ubiegłym roku, kiedy to organy ścigania zainteresowały się egzotycznymi mieszkańcami Czchowa po anonimowym donosie. Wtajemniczeni w sprawę mówią, że to efekt lokalnej polityki, w którą zaangażował się właściciel drapieżników.
– Jestem za panem Łukaszem. Nie zgadzam się z tymi pomówieniami. Żyjemy w chorym kraju. Człowiek się opiekuje tymi zwierzętami, zwierzęta są zaopiekowane, widać tą miłość, te więzi. To jest przykre, że musiał stanąć przed sądem. Ja nie mogę sobie wyobrazić co on teraz musi przeżywać. Ja sobie nie wyobrażam, żeby te zwierzęta mu zostały odebrane – powiedziała pani Monika, która przyjechała do sądu wspierać właściciela zwierząt.
W czwartek przed Sądem Rejonowym w Brzesku zeznawali sąsiedzi oraz przedstawiciele inspekcji weterynaryjnej. Kolejna rozprawa odbędzie się w połowie maja.