Spis treści
Spokojne sobotnie popołudnie na Rynku Głównym w Krakowie niczym nie zapowiadało nadchodzącego dramatu. Norwescy turyści, Tom oraz Unn-Britt Folvik, spędzali tam weekend w gronie przyjaciół. Krótko po godzinie 15 ich wypoczynek przerwały niepokojące dźwięki, które na początku uznali za nieszkodliwą rozrywkę.
Zaczęliśmy słyszeć jakieś huki. Pomyśleliśmy: Czy to fajerwerki? − relacjonował Tom w rozmowie z norweskim serwisem „VG”.
Błyskawicznie dotarło do nich, że to odgłosy wystrzałów. Na krakowskim rynku zapanował całkowity chaos, a przerażeni przechodnie, w tym małżeństwo z Norwegii, zaczęli w popłochu uciekać. W tym samym momencie dostrzegli pędzące z ogromną prędkością przez plac auto, z którego środka padały kolejne strzały.
Słyszeliśmy mnóstwo strzałów. Kilka minut później pojawiły się dwa lub trzy radiowozy policyjne − opowiadał Tom.
Turyści z Norwegii ruszają na pomoc po strzelaninie w Krakowie
Kiedy samochód napastnika odjechał w jedną z bocznych ulic, małżonkowie powrócili w okolice lokalu gastronomicznego. Po przeciwnej stronie placu dostrzegli zdemolowane wejście do sklepu, gdzie ktoś prowadził już akcję resuscytacyjną. Tom mający za sobą 20 lat pracy w ratownictwie medycznym oraz Unn-Britt, będąca pielęgniarką anestezjologiczną, wiedzieli dokładnie, co muszą zrobić, a ich zawodowy nawyk okazał się silniejszy od lęku.
Para zadziałała bez chwili zawahania. Unn-Britt od razu wbiegła do wnętrza lokalu handlowego, aby udzielić pomocy kobiecie postrzelonej w klatkę piersiową. W tak ekstremalnym momencie jej wiedza i praktyka okazały się bezcenne.
Myślę, że uratowała jej życie − stwierdził później jej mąż.
Mężczyzna zajął się w tym samym czasie opatrywaniem drugiej poszkodowanej, którą zraniły szklane odłamki. Przybyli na miejsce uzbrojeni funkcjonariusze policji sami zapytali parę z Norwegii, czy jest w stanie dalej prowadzić czynności ratunkowe.
Tom i Unn-Britt Folvik przesłuchani po ataku na Rynku Głównym
Małżonkowie mogli pozwolić sobie na chwilę wytchnienia dopiero wtedy, gdy na rynek dotarły następne załogi pogotowia ratunkowego. Po powrocie do restauracji czekali już na nich funkcjonariusze policji. Norwegowie zostali zabrani na komisariat w charakterze kluczowych świadków zdarzenia, a ich przesłuchanie zajęło niemal trzy godziny.
Było mnóstwo strzałów. Mnóstwo ludzi i mnóstwo paniki. To było absolutnie okropne − podsumował Tom w rozmowie z norweskim dziennikiem.
Źródło: VG, Onet oraz Super Express.