Zuchwały incydent miał miejsce w ubiegły piątkowy wieczór. Znany twórca internetowy pokonał luksusowym pojazdem kilkukilometrową trasę do najpopularniejszego tatrzańskiego jeziora, całkowicie ignorując przepisy o ochronie przyrody. Po dotarciu do celu mężczyzna zorganizował sobie krótką sesję fotograficzną ze swoją towarzyszką, po czym po prostu odjechał z powrotem.
Patrol mundurowych zatrzymał kierowcę dopiero podczas opuszczania chronionego obszaru w okolicach Palenicy Białczańskiej. Stróże prawa nałożyli na niego zaledwie 100 złotych grzywny i dopisali do jego konta osiem punktów karnych. Jak poinformował Polską Agencję Prasową Roman Wieczorek z zakopiańskiej komendy, przepisy pozwalają na wymierzenie kary sięgającej nawet pięciu tysięcy złotych. Ostateczna kwota zależała jednak wyłącznie od indywidualnej oceny funkcjonariuszy przeprowadzających interwencję.
Czytaj też: Łatwogang znowu to robi! Jedzie rowerem przez Polskę, by uratować życie Maksa
Śmiesznie niska kara finansowa dla kierowcy corvetty błyskawicznie wywołała ogromną falę krytyki w sieci. Użytkownicy portali społecznościowych głośno wyrażają swoje niezadowolenie z pobłażliwości służb w obliczu tak jawnego zlekceważenia zasad obowiązujących na terenie parku narodowego.
Polska Agencja Prasowa ustaliła również zaskakujący fakt dotyczący reakcji samych służb ochrony przyrody. Strażnicy Tatrzańskiego Parku Narodowego nie mieli bladego pojęcia o nielegalnym przejeździe sportowego wozu. O całej sprawie poinformowali ich dopiero internauci, którzy zauważyli kontrowersyjne materiały opublikowane w wirtualnej przestrzeni.
Sprawca zamieszania zabrał głos po fali negatywnych komentarzy i złożył publiczne przeprosiny. Mężczyzna próbował się usprawiedliwiać faktem, że zupełnie opacznie zrozumiał znaki informujące o zakazie wjazdu. W swoich wpisach tłumaczył, że potraktował słowa znajomych o tym, że „nie da się tam dojechać autem” jako wyzwanie do udowodnienia czegoś przeciwnego.
W jednym z opublikowanych materiałów influencer niefortunnie podsumował całą wyprawę i przyznał, że „być może w pewnym sensie to wyjątkowe zdjęcie było warte tych 100 złotych”. Na koniec refleksyjnie zaznaczył jednak, że w przypadku ponownej wizyty w polskich górach zdecydowanie postawiłby na tradycyjny spacer szlakiem.