- 29-letni Adam Żabiński przyjechał z Warszawy na półmaraton w Ostródzie
- 400 metrów przed metą zasłabł z powodu odwodnienia
- Ratownicy przewozili go quadem z przyczepką transportową
- Według relacji poszkodowanego i świadków mężczyzna spadł z deski transportowej
- 29-latek twierdzi, że został przejechany i przeciągnięty po asfalcie
Adam zasłabł 400 metrów przed metą. Był odwodniony, półprzytomny, nie miał siły biec dalej. Usiadł na ławce. Na miejsce wezwano ratowników medycznych poruszających się quadem z przyczepką transportową. Miała nadejść pomoc. Chwilę później, według relacji poszkodowanego i świadków, doszło do koszmaru.
Biegacza ułożono na desce transportowej na przyczepce za quadem. Pojazd ruszył i pan Adam spadł z deski transportowej. – Byłem odwodniony, półprzytomny. Z tego, co relacjonują świadkowie, na zakręcie wypadłem z quada. Nie pamiętam tego, ocknąłem się w karetce w drodze do szpitala – mówi Adam Żabiński (29 l.).
Według 29-latka został jeszcze przejechany i przeciągnięty po asfalcie. Na jego ciele zostały bolesne ślady. Otarcia na klatce piersiowej i plecach, siniaki, rany. Do tego trzy pęknięte żebra. Każdy oddech i każdy ruch sprawiają ból. Dla Adama to nie tylko cierpienie fizyczne. To także dramat zawodowy. Pracuje jako dostawca, więc potrzebuje siły i pełnej sprawności. Nie będzie też mógł trenować, choć sport jest jego codziennością. Jest trenerem personalnym. – Przyjechałem tylko pobiec półmaraton, a skończyło się tak, że leżę w szpitalu – mówi.
Miał być medal i uśmiech na mecie. Zostały złamane żebra, ból i pytanie, czy tej tragedii można było uniknąć. Ratownicy przeprosili za zdarzenie, ale podkreślają, że okoliczności są wyjaśniane. W oświadczeniu przesłanym do „Super Expressu” koordynator zabezpieczenia medycznego napisał: „Składamy szczere przeprosiny za zaistniałą sytuację, niezależnie od jej bezpośredniej przyczyny”. Pełne oświadczenie publikujemy poniżej.
"Niniejszym w związku z przykrym wydarzeniem do jakiego doszło w ramach zabezpieczenie Półmaratonu Ostródzkiego jako dyrektor zakładu opieki zdrowotnej wyrazić wyrazy głębokiego żalu i współczucia. Rozumiemy pana ból i fakt konieczności leczenia. Z całego serca, jako osoba odpowiedzialna od ponad 20 lat za bezpieczeństwo medyczne wszelakich imprez masowych i sportowych chciałbym by takie zdarzenie nigdy nie miało miejsca w ramach kierowanych przeze mnie działań. W związku z tym chciałbym na złożyć za pośrednictwem mediów szczere przeprosiny w związku z zaistniałą sytuacją niezależnie od jej bezpośredniej przyczyny.
Wcześniejsze przeprosiny, zaraz po zdarzeniu i deklarację pełnego wsparcia medycznego na wszystkich etapach leczenia, otrzymał bezpośrednio brat poszkodowanego. Wsparcie to będzie realizowane niezależnie od bezpośrednich przyczyny wypadku, będących obecnie w trakcie ustalania. Zdarzenie to miało miejsce podczas jednej z 27 interwencji medycznych jakie wydarzyły się z powodu morderczej pogody z jaką zmagali się biegacze półmaratonu. Doszło do niego podczas największego nasilenia wezwań podczas finiszu głównej grupy zawodników. W tym momencie toczyło się 6 równoległych interwencji medycznych, głównie dotyczących skrajnych odwodnień i zaburzeń wodnoelektrolitowych, udarów cieplnych, oraz zaburzeń rytmów serca i świadomości.
Uprzejmie informujemy, że jako zespół ZOZu jesteśmy w stałym kontakcie z rodziną pacjenta w postaci brata poszkodowanego, organizatorem zabezpieczenia, Policją, ubezpieczycielem, mediami i innymi organizacjami oraz instytucjami zaangażowanymi w wyjaśnienie natury wypadku oraz mających na celu pełne wsparcie poszkodowanego. Niniejsze zdarzenie jest dla nas lekcją pokory i dowodem, że nawet w najlepiej zaplanowanym działaniu medyczno-ratunkowym coś może pójść nie tak.
Deklarujemy pracę nad wyciągnięciem wniosków ku lepszemu technicznemu zabezpieczeniu specyficznych pacjentów w takim stanie jak poszkodowany pacjent w przyszłości. Z wyrazami szacunku i deklaracją wsparcia
/.../ mgr Marcin Gizicki
Koordynator zabezpieczenia medycznego półmaratonu
Dyrektor ZOZ."