Spalił stodołę matki, bo wyrzuciła go z domu! Straty idą w setki tysięcy. „Dobrze, że dom nie spłonął”

Z drewnianej wyremontowanej stodoły zostały zgliszcza. Razem z nią spłonął dobytek wart kilkaset tysięcy złotych: samochód, quad, przyczepa kempingowa, piły, narzędzia i drewno przygotowane na zimę. O podpalenie podejrzany jest 26-letni syn właścicielki Paweł Z. Mężczyzna przyznał się do winy. Miał zrobić to na złość matce i ją nastraszyć. Teraz trzy miesiące spędzi w areszcie. Pani Iwona jest załamana i boi się, co będzie, kiedy syn wyjdzie na wolność.

  • W Leleszkach koło Pasymia (woj. warmińsko-mazurskie) w sobotę, 19 września, spłonęła drewniana stodoła wraz z dobytkiem wartym kilkaset tysięcy złotych.
  • O podpalenie podejrzany jest 26-letni syn właścicielki, Paweł Z., który przyznał się do winy, twierdząc, że chciał nastraszyć matkę.
  • Mężczyzna spędzi trzy miesiące w areszcie, a jego matka, pani Iwona, jest załamana i obawia się, co wydarzy się po jego wyjściu na wolność.

Pożar stodoły nie był przypadkowy. Straty to tysiące złotych

Dramat rozegrał się w Leleszkach koło Pasymia (woj. warmińsko-mazurskie). W sobotę, 19 września, zapłonęła drewniana stodoła należąca do pani Iwony. Budynek służył jako magazyn. W środku znajdowały się samochód, quad, przyczepa kempingowa, piły, narzędzia i inny sprzęt. Kobieta przechowywała tam również drewno zgromadzone na całą zimę.Ogień strawił niemal wszystko. Straty mogą sięgać kilkuset tysięcy złotych.

Pani Iwona od początku podejrzewała, kto może odpowiadać za pożar. 26-latek został zatrzymany i przyznał się do podpalenia. Tłem miał być rodzinny konflikt. Według relacji bliskich i znajomych matki, syn chciał ją nastraszyć i zrobić jej na złość po tym, jak kazała mu zmienić swoje życie.

Kobieta boi się wyjścia syna na wolność

Mężczyzna wcześniej pracował w Anglii i Holandii. Jak opowiada jego matka, za granicą nie udało mu się ułożyć życia. Wrócił do Polski, nie założył rodziny i obecnie nie pracuje.

Sąd zdecydował, że 26-latek najbliższe trzy miesiące spędzi w tymczasowym areszcie. Jego matka nie ukrywa jednak, że już teraz martwi się tym, co wydarzy się po jego wyjściu. Sąsiedzi współczują pani Iwonie. Jedna z mieszkanek Leleszek mówi, że kobieta już wcześniej wiele przeszła.

– Szkoda Iwonki. Broni tego Pawełka, chroni go. Nie miała łatwego życia. Mąż miał problem z alkoholem, później od niej odszedł. A teraz jeszcze to wszystko spłonęło – mówi sąsiadka. Według niej pani Iwona może teraz liczyć przede wszystkim na córkę, która mieszka z nią. – Dobrze, że ją ma. Pomaga Iwonce w tych ciężkich chwilach. Tyle rzeczy, tyle pieniędzy poszło z dymem. Człowiek całe życie pracuje i zbiera, a potem w jedną noc wszystko znika – dodaje kobieta.

Największym problemem nie są jednak tylko straty. Iwona Z., co podkreślają znajomi obawia się tego, co stanie się, gdy jej syn odzyska wolność.

– Teraz siedzi, więc Iwonka ma trochę spokoju. Ale co będzie, kiedy wyjdzie? Ona się tego boi. Po czymś takim człowiek już nie wie, czego się spodziewać. Wyjdzie i spali teraz dom, tego trzeba leczyć – mówi sąsiadka.

Pani Iwona została ze zgliszczami i stratami liczonymi w setkach tysięcy złotych. Patrząc na to, co zostało z jej stodoły, załamana kobieta pociesza się tylko jednym: – Dobrze, że dom nie spłonął.

Sonda
Byłeś kiedyś świadkiem pożaru?
Szok w centrum Warszawy

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI