"Super Express" pokazał prawdę. Wstrząsające nagranie
Do dramatycznego ataku doszło 24 czerwca 2023 roku. Paulina została zaproszona do mieszkania przy Alei Niepodległości w Olsztynie. Tam czekał Michał A. i jego znajoma Magdalena T. To właśnie wtedy miała się zacząć gehenna: bicie pięściami po twarzy i głowie, kopanie, opluwanie, ciągnięcie za włosy, groźby i upokorzenia. A potem kolejne ciosy - już na ulicy. - „Zabij ją, zaj...!”, „Nie możemy jej wypuścić!”, „Ty k..., szmato!” - te słowa padają z ust mężczyzny słyszanego na nagraniu.
"Super Express" jako pierwszy dotarł do wideo z tych wydarzeń i opisał sprawę w lipcu 2023 r. Wcześniej materiał nie był znany opinii publicznej, a śledczy - choć znali relacje ofiary - nie upubliczniali kluczowego dowodu. Dopiero po naszej publikacji sąd wystąpił o kopię nagrania, bo nie udało się go zdobyć na etapie śledztwa.
Czytaj tutaj: Syn posłanki oskarżony o udział w pobiciu i naruszenie nietykalności cielesnej kobiety
Uciekanie od odpowiedzialności
Od początku polityczna ochrona unosiła się nad sprawą. Posłanka Iwona Arent stwierdziła, że jej syn „ze złości szarpnął ją za włosy i opluł, ale nie pobił”. Tak próbowała minimalizować jego rolę, mimo że wideo pokazuje coś zupełnie innego. Na ogłoszenie wyroku 4 lutego nie przyszła. Nikt nie przyszedł prócz dziennikarzy.
Wcześniej, pod presją opinii publicznej, zawiesiła aktywność polityczną, tłumacząc to „trudną sytuacją rodzinną”. Rzecznik PiS Rafał Bochenek, pytany trzy lata temu o sprawę, unikał jednoznacznej oceny: mówił, że „takie sytuacje należy potępiać”, ale nie przyznał wprost, że na nagraniu widać syna posłanki - mimo że dla opinii publicznej nie ma wątpliwości.
Jest wyrok, ale bez kar więzienia
Wyrok zapadł, ale cała sprawa ciągnęła się niemal trzy lata. Przez ten czas ofiara musiała czekać na jakiekolwiek konsekwencje dla sprawcy. Mimo brutalności, dowodów i skali upokorzenia, Michał A. spędzi najbliższe miesiące wykonując ograniczone prace społeczne. Jak wygląda kara we szczegółach?
- 7 miesięcy ograniczenia wolności,
- 30 godzin prac społecznych miesięcznie,
- 3 tysiące złotych zadośćuczynienia dla ofiary.
Wyrok nieprawomocny. Skazany nigdy nie przyznał się do winy.
Przemoc nie może być relatywizowana. Nie da się usprawiedliwić bicia kobiety pięściami po głowie, grożenia jej śmiercią i znęcania się - żadnym nazwiskiem, żadną „sytuacją rodzinną”. Gdyby nie publikacja "Super Expressu", ta sprawa mogła zostać przemilczana. To nie są prywatne kłótnie. To jest przestępstwo, które trzeba nazywać po imieniu.
Galeria ze zdjęciami: Syn posłanki przed sądem. Proces Michała A.