Szpital w Mławie potrzebuje reanimacji. Mają 24 mln zł długu. Brakuje już nawet papieru toaletowego

2026-06-03 5:00

Karetka stoi pod mławskim szpitalem gotowa do wyjazdu. Ratownicy czekają, pacjenci czekają, lekarze czekają. Tylko pieniądze nie przyjeżdżają. SPZOZ w Mławie ma około 24 mln zł długu, a zobowiązania wymagalne przekraczają 7 mln zł. W gabinetach rosną segregatory z wezwaniami do zapłaty, w aptece szpitalnej widać zaledwie kilka kartonów soli fizjologicznej, a dyrekcja alarmuje: bez realnej pomocy szpital może przestać normalnie działać.

  • Szpital w Mławie ma około 24 mln zł długu, a wymagalne zobowiązania przekraczają 7 mln zł.
  • Powiat przekazał placówce 2,5 mln zł pożyczki, jednak dyrekcja uważa tę kwotę za niewystarczającą.
  • Istnieje ryzyko przerwania dostaw leków, kroplówek, odczynników i tlenu medycznego.
  • Mieszkańcy oraz pracownicy obawiają się o przyszłość szpitala, który zatrudnia ponad 560 osób.

Powiat dał lecznicy pożyczkę. 2,5 mln zł. Dużo? Nie tutaj. To nawet nie jedna trzecia najpilniejszych rachunków. Tymczasem 14 mln zł ma kosztować rondo w Liberadzu, na drodze do rodzinnej miejscowości starosty Witolda Okumskiego i jego okręgu wyborczego. I to najbardziej boli mieszkańców. Bo na szpital brakuje, a na rondo pieniądze się znajdują.

Sytuacja jest bardzo zła. Przy całkowitym zadłużeniu około 24 mln zł mieliśmy samych wymagalnych faktur na około 8 mln zł. Te 2,5 mln zł absolutnie nas nie ratuje – mówi Piotr Parjaszewski, dyrektor szpitala w Mławie. Dyrektor twierdzi, że od miesięcy prosił starostwo o realne wsparcie albo zgodę na zaciągnięcie większej pożyczki w instytucji finansowej. Chodziło o 12 mln zł. Bez tego, jak mówi, szpital będzie tylko łatał dziury.

– Jeżeli dostajemy wsparcie w wysokości 2,5 mln zł, to nie mamy żadnej gwarancji, że ciągłość pracy będzie zachowana – przyznaje Parjaszewski.

Najgorszy scenariusz? Przerwane dostawy. Leki, kroplówki, odczynniki, tlen medyczny. Bez tego nie ma badań, zabiegów i ratowania życia.

Mogą zostać przerwane łańcuchy dostaw. Może zabraknąć leków, odczynników, kroplówek – ostrzega dyrektor.Szpital oszczędza już na wszystkim. Dosłownie na wszystkim. Pracownicy mówią, że brakuje nawet papieru toaletowego, zakupy ograniczane są do minimum, a pomieszczenia administracji i przychodni wyglądają tak, jakby remont pamiętały jeszcze z czasów PRL-u. Na biurkach piętrzą się pisma, w segregatorach przybywa wezwań do zapłaty, a w aptece liczy się pojedyncze kartony, nie zapasy.

Pani Weronika, mieszkanka Mławy, nie wyobraża sobie, że szpital mógłby zniknąć.

– Ja mam swoje lata. Jak coś się stanie, to gdzie mnie zawiozą? Do Warszawy? Do Olsztyna? Przecież to ponad 100 kilometrów! Szpital w Mławie musi być. Bez niego ludzie zostaną sami – mówi zdenerwowana kobieta.

Organem tworzącym szpital jest powiat. Na jego czele stoi starosta Witold Okumski. To do niego dyrektor kieruje najwięcej pretensji. Starosta odpowiada, że powiat nie może finansować bieżących wydatków szpitala, a placówka musi sama szukać oszczędności. Tylko że w Mławie pytają: ile jeszcze można oszczędzać na szpitalu, który już walczy o oddech?

Z jednej strony są faktury, nakazy zapłaty i lekarze, którzy mogą odejść, jeśli nie dostaną pieniędzy. Z drugiej strony jest inwestycja za 14 mln zł we wsi Liberadz. Rondo, chodniki, kanalizacja, oświetlenie. Potrzebne? Może. Ale czy ważniejsze niż szpital? – Dla mnie liczy się dobro pacjentów i dobro pracowników. Ponad 560 osób tu pracuje. Jestem w stanie ponieść ryzyko, nawet jeśli miałbym stracić stanowisko – mówi dyrektor.

Karetka znów stoi pod szpitalem. Gotowa do wyjazdu. Tylko czy szpital, który sam potrzebuje reanimacji, będzie miał jeszcze czym ratować innych?

Lublin: pokaz ewakuacji szpitala w sytuacji zagrożenia. Tak wyglądają korytarze pod lubelskimi szpitalami

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki