Tragiczny wypadek w Wozławkach. Zbyszek i 2-letni Hubert nie żyją
Prokuratura właśnie skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko 35-letniemu Alanowi G. Śledczy zarzucają mu spowodowanie katastrofalnego wypadku i ucieczkę z miejsca zdarzenia.
Dramat rozegrał się 15 sierpnia 2025 roku na prostym odcinku drogi w Wozławkach (województwo warmińsko-mazurskie). Rodzina wracała do domu. Do celu brakował niespełna kilometr. W skodę, którą podróżowali Zbigniew, jego partnerka Samanta i ich dwuletni synek Hubert, z ogromną siłą uderzyło audi. Według ustaleń śledztwa Alan G. jechał około 150 km/h. Siła uderzenia była tak potężna, że Zbigniew i mały Hubert zginęli na miejscu. Samanta, będąca w zaawansowanej ciąży, w ciężkim stanie trafiła do szpitala. Przeżyła jako jedyna z samochodu. Do dziś zmaga się ze skutkami wypadku. Wymaga nadal opieki i drogiej rehabilitacji.
Największe oburzenie wywołało jednak zachowanie kierowcy audi po wypadku. Zamiast zadzwonić po pomoc i walczyć o życie ofiar, porzucił rozbite auto i uciekł. Policjanci zatrzymali go dopiero po kilku godzinach w jego domu.
Alan G. był pijany, ale opinie biegłych zaskoczyły
Początkowo badanie wykazało, że był pijany. Alan G. od początku twierdził jednak, że alkohol wypił dopiero po powrocie do domu, już po wypadku. Kluczowe okazały się badania retrospektywne. Dwóch niezależnych biegłych stwierdziło, że w momencie wypadku Alan G. był trzeźwy! Mimo tego nie udzielił ofiarom pomocy i nie wezwał na pomoc służb.
Nie zmienia to jednak najważniejszego. Oskarżony odpowie za spowodowanie śmiertelnego wypadku oraz ucieczkę z miejsca tragedii. Nie przyznał się do ucieczki. Grozi mu kara nie niższa niż pięć lat więzienia. Dla bliskich Zbigniewa M. (+37 l.) i jego synka Huberta (+2 l.) żaden wyrok nie cofnie czasu. W Wozławkach wciąż wraca jedno pytanie: co by było, gdyby zamiast uciekać natychmiast wezwał pomoc? Jedno pozostaje pewne. Gdy oni umierali w rozbitym aucie, on siedział w domu i pił wódkę. Teraz za swoje decyzje odpowie przed sądem.
Galeria ze zdjęciami: Tragedia na Warmii i Mazurach. Gdy oni umierali, on pił wódkę