Gdzie są dzieci z Michałowa? W Opolu słychać płacz z białoruskiej granicy i ujadanie psów [ZDJĘCIA, WIDEO]

2021-10-05 19:59
protest, opole
Autor: Mgorecki Gdzie są dzieci z Michałowa? Opole zapytało Violettę Porowską

"Gdzie są dzieci z Michałowa?". To pytanie urosło do rangi symbolu, a symbol wybrzmiał dziś wieczorem w Opolu. Milczący protest zamienił się w głośne pytanie pod siedzibą lokalnych struktur PiS, przy ul. Krakowskiej. Z głośników sączyło się niepokojące nagranie z polsko-białoruskiej granicy. Słychać psy, strażników i płacz dzieci.

Protest w Opolu. Aktywiści, społecznicy i zaangażowani mieszkańcy pytali dziś, gdzie są dzieci z Michałowa. Wszystko w ramach ogólnopolskiego protestu "Stan wyjątkowo nieludzki", który objął blisko 30 miast. W Opolu kilkadziesiąt osób zebrało się o 18.00 na pl. Wolności, wyrażając solidarność z cierpiącymi na granicy migrantami. Organizatorem jest Komitet Obrony Demokracji, a jego przedstawicielka - Małgorzata Besz-Janicka - twierdzi, że na polsko-białoruskiej granicy łamane są prawa człowieka.

Opole solidaryzuje się z migrantami na polsko-białoruskiej granicy. "Gdzie są dzieci z Michałowa?" [ZDJĘCIA]

- Rząd ustanowił embargo na informację. Przy polsko-białoruskiej granicy zapanował stan wyjątkowo nieludzki. Polska ma obowiązek ochrony swoich granic, nikt przecież nie domaga się całkowitego jej otwarcia. Ale granic nie broni się skazując ludzi na śmierć. Na śmierć z wyziębienia i wycieńczenia. Nie wyrzuca się dorosłych i dzieci do lasu i na bagna. Ludzie z Michałowa mają imiona, ponad połowa to kobiety i dzieci; Siara, Ariaz, Arin, Alas, Almand - wymienia Besz-Janicka, przywołując poszczególne historie dzieci pozostawionych samych sobie.

Kilkuletnia Siara podchodzi do siatki odgradzającej ją od obecnych na miejscu wolontariuszy. Przedstawia się, przeciska pomiędzy strażnikami. - Dzieci ganiają się po placu pod strażnicą, dwuletni Almand i czteroletni Alaz zaczepiają aktywistów, chcą się pobawić... - przywołuje koordynatorka. Z głośników płyną dźwięki z polskiego pogranicza. Słychać szczekanie psa, kilka słów rzuconych przez domniemanego strażnika. "Tu jest dziecko. Nie powinno go tu być. Wynocha".

Protest w obronie dzieci z Michałowa w Opolu

Opole. Protest pod siedzibą Prawa i Sprawiedliwości

Milczący protest przeszedł z pl. Wolności do biura struktur PiS, przy ul. Krakowskiej 9. Przy tabliczce Biura Parlamentarnego Violetty Porowskiej i Jerzego Czerwińskiego pojawiły się pluszaki. Zawisła też kartka z napisem: "Dzieciom ciepło i zabawki". Organizatorzy domagają się wpuszczenia na przygraniczny teren (objęty od 2 września stanem wyjątkowym) dziennikarzy, medyków oraz organizacji pozarządowych niosących pomoc imigrantom.

Zobacz też: Ciocia Andrzeja Dudy na nowym stanowisku! Kim jest Krystyna Duda?

Sonda
Imigranci szturmują polską granicę. Co powinien zrobić rząd?

Dzieci z Michałowa. O co chodzi?

Hasło protestu "Stan wyjątkowo nieludzki" i pytanie-symbol: "Gdzie są dzieci z Michałowa?" nawiązuje do scen, które kilka dni temu rozegrały się pod strażnicą w Michałowie - regionie już nie podlegającym pod stan wyjątkowy. Nagle pojawiła się tam grupa 20 imigrantów, którzy chcieli dostać schronienie w Polsce. To kobiety, mężczyźni i dzieci. Według relacji obecnych na miejscu fotoreporterów i dziennikarzy, całą grupę przetransportowano z powrotem na granicę - do lasu.

Przypomnijmy, że na granicy gorąco jest od wiosny. UE i państwa członkowskie uważają, że napływ nielegalnych migrantów to efekt celowych działań Białorusi, która chce w ten sposób wywołać kryzys migracyjny. Białoruś zaprzecza.

Co zaś do samych dzieci, zaczęło się od relacji portalu OKO.press. Według niech, na granicy trwa przepychanie migrantów z jednej strony, na drugą. - Chcemy tu zostać i stać się obywatelami Polski, ale nam na to nie pozwalają. Kiedy idziemy na Białoruś, biją nas tam, zabierają pieniądze i odsyłają do Polski. Białoruska policja wyrzuca nas do Polski. Te dzieci nie mogą chodzić, one wszystkie umrą w drodze, w lesie. Nie mamy jedzenia ani wody – miał krzyczeć przed placówką SG jeden z mężczyzn tam obecnych. We wtorek podczas konferencji prasowej SG dziennikarze dopytywali o los dzieci.  Anna Michalska, rzeczniczka prasowa SG informowała, że zastosowano wobec nich procedurę z rozporządzenia z 20 sierpnia. Czyli zawrócono ich na linię graniczną, bo - rzekomo - nie chcieli zostać w Polsce, a trafić do Niemiec.