Jak zginął wilk Miko? Ekolodzy nie mają złudzeń: dekapitacja

2019-11-18 13:16
Wilk
Autor: Pixabay/christels Prokuratura zajmuje się śmiercią wilka

Miko to wilk, który został uratowany przez ludzi po potrąceniu przez samochód. To historia z 2018 r. - po rehabilitacji zwierzę wypuszczono na wolność na terenie Puszczy Bydgoskiej. Wilk otrzymał wtedy obrożę z nadajnikiem i w końcu zawędrował na Opolszczyznę.

Obroża zdała egzamin...do sierpnia

Z danych zebranych przez ten nadajnik wiadomo, że Miko żył, kiedy znalazł się na polu otoczonym trzema ambonami. Tam sygnał się kończy. Kilka kilometrów dalej odnaleziono obrożę. Ciała ani śladu.

Nie ma złudzeń: dekapitacja

Redakcja TVN 24 przekonuje, że ekolodzy i działacze na rzecz ochrony przyrody nie mają złudzeń.

- Żeby zdjąć obrożę, żeby ona wyglądała w ten sposób, jak ją znaleźliśmy, zakopaną, trzeba było mu odciąć głowę - przytacza słowa dr hab. Sabina Pierużek-Nowak, prezes Stowarzyszenia dla Natury "Wilk" redakcja TVN 24.

Sprawą zajmuje się już policja i Prokuratura Rejonowa w Kluczborku. Śledztwo ruszyło z uwagi na "dokonane zniszczenie w świecie zwierzęcym poprzez uśmiercenie wilka, który jest gatunkiem objętym ścisłą ochroną".

Żeby ustalić, kto zabił wilka, prokuratorzy zlecili specjalistyczne badania.

- Zabezpieczono noże od myśliwych, którzy polowali w rewirze, w którym obroża wilka przestała wysyłać sygnał. 13 noży zostanie teraz poddanych badaniom w celu stwierdzenia, czy znajdują się na nich ślady biologiczne pochodzące od wilka - podaje TVN 24, cytując Stanisława Bara z Prokuratury Okręgowej w Opolu.

Prokuratorzy dysponują materiałem porównawczym, bo w trakcie rehabilitacji stworzono profil genetyczny wilka.