Koronawirus: Centrum handlowe strefą bez SARS-COV-2? Tam Opolanie wirusa się nie boją

2020-10-24 19:39 mgorecki PAP
Opole w czerwonej strefie. Tłumy w Centrum handlowym
Autor: pixinio/zdjęcie poglądowe Opole w czerwonej strefie. Tłumy w Centrum handlowym

Czerwona strefa opustoszyła ulice miast ale nie sklepowe kolejki. W sobotnie popołudnie parking przed centrum handlowym w Opolu jest niemal pełny. Przy punktach gastronomicznych nie można usiąść przy stoliku, ale kilkanaście metrów dalej klienci siedząc na ławeczkach między sklepami spokojnie konsumują kanapki.

Do tej pory Opole było objęte żółtą strefą. W sobotę, jak cały kraj, zostało przyłączone do czerwonej. O ile w centrum miasta ulice nieco opustoszały, to w CH. Karolinka nie widać oznak obawy przed zakażeniem.

Centrum Handlowe strefą bez wirusa? Opolanie w sklepach się nie boją

Widok spacerujących aleją między sklepami galerii rodzin, gdzie jeden z członków rodziny ma maskę "na brodzie", nie jest niczym nadzwyczajnym, choć zdecydowana większość w prawidłowy sposób zabezpiecza się przed zakażeniem. Na ławeczkach siedzą pojedynczy klienci, którzy spokojnie konsumują zakupione wcześniej w pobliskich punktach gastronomicznych kanapki lub popijają napoje. Przed samym wejściem do galerii kilku młodych mężczyzn pali papierosy - naturalnie bez masek. Przechodzący obok nich pracownik firmy ochroniarskiej nie reaguje.

Przed wejściem na halę hipermarketu obok urządzenia z płynem dezynfekującym stoi ochroniarz. O ile jeszcze na początku epidemii jego koledzy zwracali uwagę każdemu, kto nie odkaził rąk, lub nie ubrał rękawiczek, to dzisiaj widok idących między regały kupujących, którzy nawet nie udają, że nie zatrzymują się przy pojemniku, nie robi na nim żadnego wrażenia. Podobnie jak wrażenia na niektórych klientach nie robią powtarzane systematycznie komunikaty o konieczności prawidłowego zasłaniania ust i nosa. Mimo sporej liczby kupujących na hali, spokojnie przechodzą między półkami nosząc maski ledwie zasłaniające usta.

Do jedynego incydentu z obsługą sklepu dochodzi przy kasie, gdy kasjer zdecydowanym tonem zwraca kupującej uwagę na niewłaściwe zabezpieczenie twarzy. Kobieta nie chce podporządkować się poleceniu, pokazując na innych klientów zachowujących się podobnie. Ostatecznie jednak, stojąc pod groźbą konieczności zabrania towarów sprzed kasy, podnosi maseczkę tak, by zasłoniła także nos.

Na brak klientów nie mogą narzekać sklepiki sieciowe na pobliskiej dzielnicy peryferyjnej stolicy regionu. Sporo ludzi kupujących, w zdecydowanej większości przestrzegających zasad dotyczących noszenia maseczek, choć dystans między kupującymi daleki jest od zalecanego w przepisach.

Jeszcze w kwietniu to wszyscy się bali. Stawali na wyrysowanych na podłodze liniach. Teraz to już jest męczący obowiązek. No i przyzwyczailiśmy się chyba do tego koronawirusa. Czasem wchodzi tu policja, to zdarza się mały popłoch, bo ktoś szybko podciąga maseczkę na nos, ale nawet jak widzimy takiego delikwenta, to nie robimy awantury. Nie wiadomo, jak taki jeden z drugim zareaguje, a po drugie, tu takie markety jak nasz są co kilkaset metrów, a bez klientów nie będziemy mieli pracy

- mówi jedna ze sprzedawczyń.

Obok sklepu mężczyzna bez maski pchający dziecięcy wózek mija parę młodych ludzi, biegnących osiedlową drogą. Dziewczyna ma maseczkę zsuniętą poniżej nosa. Na pytanie, czy nie boi się mandatu za łamanie przepisów mężczyzna z wózkiem macha ręką. - Widział pan tu policjanta? To nie centrum miasta. A z innymi spacerowiczami możemy się bezpiecznie wyminąć, bo ulica jest wystarczająco szeroka - odpowiada.

Strajk Kobiet w Gdańsku