Dorota i Igorek zginęli przez zabawkę. Kobieta skoczyła w ogień, by ratować synka

Dorota M. (38 l.) wskoczyła do domu, w którym wybuchł pożar, bo na poddaszu uwięziony został jej 11-letni syn Igor. Niestety, tego dramatu nie przeżyła ani ona, ani jej dziecko. Prokurator właśnie zamknął tę sprawę i umorzył śledztwo. Tę tragiczną historię przypominamy w poniższym materiale.

Tragiczny pożar w Myjomicach. Dorota i jej synek nie żyją

Ta historia łamie serca. W jednorodzinnym domu Doroty i Mariusza M. w Myjomicach na południu Wielkopolski nagle pojawił się duszący dym, rodzice sami zaczęli ratować swoje dzieci. Mariusz M. wyniósł z domu do samochodu najmłodsze dzieci - roczne i czteroletnie. Dorota M., żona Mariusza, ruszyła na poddasze, by ratować swoje trzecie dziecko, jedenastoletniego Igora, chłopca z autyzmem. Niestety, gdy mama Igorka pobiegła na poddasze po niego, żeby uratować go z pożaru, wydarzenia potoczyły się lawinowo.

- W tym czasie pożar gwałtownie się rozwinął - mówi "Super Expressowi" mł. asp. Martin Halasz ze Straży Pożarnej w Poznaniu. Mama i syn stracili przytomność od trującego gazu. Z domu wyciągnęli ich dopiero strażacy. - Natychmiast rozpoczęto resuscytację krążeniowo-oddechową. Kobieta została przetransportowana do szpitala - mówił Halasz. Pomimo heroicznego wysiłku lekarzy życia dziecka, niestety, nie udało się uratować. Dzień po pożarze zmarła również Dorota M.

Czytaj więcej o sprawie: Dorota i jej 11-letni synek zginęli przez zabawkę. Szokująca przyczyna pożaru

Śledztwo umorzone! "Materiał nie dał podstaw"

Jak poinformował Janusz Walczak z Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim, biegły z dziedziny pożarnictwa ustalił, że przyczyną tzw. bezogniowego pożaru wskazano na przegrzanie baterii w zabawce, którą bawiło się jedno z dzieci. Dziś wiadomo, że śledczy zamykają już sprawę. - Ogień nie rozprzestrzeniał się żywiołowo poza pomieszczenia inicjacji, a z uwagi na ograniczony dopływ powietrza rozwijał się tylko właśnie w obrębie poddasza - dodał Maciej Meler z PO w Ostrowie, wyjaśniając, że że źródło inicjacji pożaru miało charakter przypadkowy i nie było związane z działaniem człowieka.

- Zgromadzony materiał nie dał podstaw do przyjęcia, aby jakakolwiek osoba przez działanie lub zaniechanie wywoła stanowiące przedmioty zdarzenie choćby nieumyślnie - mówi prokurator.

Galeria ze zdjęciami: Dorota wskoczyła w płomienie, żeby ratować synka. Kobieta i 11-latek nie żyją

Pożar autobusu na Wawrze

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki