Przed Sądem Rejonowym w Kaliszu zakończył się proces rodziców zastępczych oskarżonych o znęcanie się nad trojgiem dzieci. Katarzyna i Bartłomiej K. usłyszeli nieprawomocny wyrok dwóch lat bezwzględnego pozbawienia wolności. Sąd orzekł także wobec nich dożywotni zakaz pracy z dziećmi oraz zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonymi przez 10 lat.
Proces trwał od marca 2025 roku. Choć miał charakter jawny, do czasu ogłoszenia wyroku nie można było relacjonować jego przebiegu.
Z ustaleń śledczych wynika, że w latach 2020–2022 dzieci były ofiarami przemocy fizycznej i psychicznej. Warunki, w jakich żyły, były skrajnie trudne – mieszkały w zniszczonej przyczepie campingowej, bez dostępu do sanitariatów, ogrzewania i prądu.
Dzieci były zmuszane do pracy fizycznej ponad siły, nie dbano o ich higienę osobistą, opiekę medyczną, edukację szkolną. Nie podawano dzieciom regularnych posiłków. Zdarzało się, że do jedzenia dostawali karmę dla psów. Oskarżeni bili dzieci kijem i ręką po twarzy, używali słów wulgarnych, a ponadto pozostawiali na posesji bez zabezpieczenia agresywne psy, które uniemożliwiały wyjście dzieciom z przyczepy. Jedno z rodzeństwa zostało pogryzione przez psa – powiedziała PAP prokurator Elżbieta Fingas-Waliszewska.
Sąd nie miał wątpliwości co do winy oskarżonych. W uzasadnieniu podkreślono, że mimo prób podważenia wiarygodności zeznań dzieci przez obronę, ich relacje były spójne i logiczne.
W sprawach, kiedy mamy do czynienia z przemocą domową bardzo często jedynym dowodem są zeznania osób pokrzywdzonych. Łatwo powiedzieć, że dzieci manipulują, odmiennie odbierają rzeczywistość. Przekaz dzieci w niniejszej sprawie był spójny, jasny, logiczny i konkretny. Dzieci w rodzinie państwa K. były traktowane w najgorszy możliwy sposób - powiedziała.
Sąd zwrócił także uwagę na brak odpowiedniego nadzoru nad rodziną zastępczą po przeprowadzce poza Kalisz.
Nikt w nowym miejscu zamieszkania ich nie odwiedzał, nie sprawdzał warunków, w jakich żyją dzieci. Kontrole odbywały się tylko w mieszkaniu w Kaliszu, były zapowiadane i jak wynika z zeznań, dzieci były przygotowywane do tych spotkań. Bardzo niepokojący był także fakt, że dzieci były nauczane w formie edukacji domowej, przez co straciły jeden z tych bastionów, dzięki któremu można było dodatkowo monitorować ich sytuację – oświadczyła.
Sprawa wyszła na jaw w dramatycznych okolicznościach. Dwóch chłopców – 14- i 11-letni – uciekło z domu i pieszo pokonało niemal 50 kilometrów, by dotrzeć do Kalisza i poprosić o pomoc pracownicę Centrum Interwencji Kryzysowej. Byli wycieńczeni, odwodnieni i mieli poranione stopy. Spali w rowie.
Rodzeństwo trafiło do rodziny zastępczej z powodu trudnej sytuacji w domu biologicznym. Zamiast bezpieczeństwa i opieki, doświadczyło przemocy.
Wyrok w sprawie nie jest prawomocny.