- W niedzielę rano, 11 stycznia, wybuchł pożar w hali magazynowej firmy spedycyjnej, który objął 11 tys. metrów kwadratowych. Akcja gaśnicza trwała ponad dobę. Do zdarzenia doszło w Tarnowie Podgórnym.
- Biegły ustalił, że przyczyną pożaru był samozapłon przesyłki zawierającej baterie do hulajnóg. Wykluczono udział osób trzecich, co potwierdza nagranie z monitoringu.
- Straty oszacowano na ponad 1 milion złotych. Śledczy badają teraz, czy przesyłka była prawidłowo przygotowana do transportu i magazynowana.
Pożar olbrzymiej hali magazynowej pod Poznaniem
Pożar olbrzymiej hali magazynowej wybuchł w niedzielny poranek, 11 stycznia w Tarnowie Podgórnym. Pierwsze sygnały o ogniu strażacy dostali o godz. 6:36. Ogień opanował halę dużej firmy spedycyjnej, około 11 tys. metrów kwadratowych. Cała akcja trwała ponad dobę. Na miejscu pożaru pracowało łącznie ok. 80 zastępów straży pożarnej, a akcja była niezmiernie trudna. Istniało zagrożenie zawalenia się konstrukcji hali do środka, a przez niskie temperatury strażacy mierzyli się też z zamarzającą wodę.
Śledztwo w sprawie pożaru prowadzi Komenda Wojewódzka Policji w Poznaniu. - Biegły z zakresu pożarnictwa wyraził opinię dotyczącą przyczyny pożaru, wskazując, że jedynym źródłem ognia była znajdująca się w hali przesyłka z zawartością baterii do hulajnóg - powiedziała "Super Expressowi" Iwona Liszczyńska z wielkopolskiej policji. Biegły stanowczo i kategorycznie wykluczył udział osób trzecich w zdarzeniu.
Skala strat zwala z nóg. Śledczy pokazali nagranie wideo
Dzięki nagraniu z monitoringu hali, które udostępniła mediom prokuratura widać, że do samozapłonu baterii do hulajnóg doszło na palecie. Na filmiku widać moment wybuchu, unoszący się dym. Chwilę potem pojawiają się języki ognia, które wydostają się na zewnątrz. Kilka minut później na nagraniu widać kolejne małe eksplozje. Po 10 minutach, pożar próbuje ugasić gaśnicą pracownik obiektu. Niestety, bezskutecznie. Teraz śledczy muszą znaleźć odpowiedź na pytanie, czy ładunek przesyłki był prawidłowo przygotowany przez nadawcę do transportu i czy był prawidłowo magazynowany. Straty oszacowano na ponad 1 milion złotych.