Mieszkańcy wsi Lichenek pod Kołem (woj.wielkopolskie) zauważyli nad wioską bociana, który latał… z nogą złapaną w sidła. Wszyscy wiedzieli, że jest to dla bociana śmiertelne zagrożenie, bo zaciśnięty materiał odcina dopływ krwi. Ptak jednak nie poddawał się, bo w gnieździe miał do wykarmienia młodego pisklaka.
Mieszkańcy zawiadomili nawet gminę, ale nikt nie zainteresował się ptakiem - mówi Super Expressowi Piotr Nadolski z Fundacji Skrzydła Lasu, który gdy tylko dowiedział się o dramacie zwierzęcia, próbował interweniować.
Pierwsze próby złapania poszkodowanego bociana nie powiodły się.
W końcu udało się to jednemu z mieszkańców, który zajął się bocianem do czasu mojego przyjazdu. Bardzo mu za to dziękuję - mówi Nadolski.
Bocian jest już bezpieczny w azylu pod Kaliszem. Jest bardzo wychudzony, jego nogi (po zdjęciu sideł) niestety nie udało się uratować. Do azylu Fundacji „Skrzydła Lasu” trafił także pisklak, którego próbował wykarmić ranny bocian.
Apeluję o niezostawianie sideł na zewnątrz, bo zwierzęta przez to cierpią - mówi na koniec Piotr Nadolski.
Fundacji „Skrzydła Lasu” można pomóc w ratowaniu dzikich zwierząt, wpłacając darowizny: BLIK-iem na nr 577818997 lub przelewem; nr konta PKO 33102022120000580204745644.